sobota, 23 maja 2026

Recenzja: Awarya Fabryczna - Hotel Paryski (2026)[EP]

Awarya Fabryczna – Hotel Paryski [EP]
(1.04.2026) 

Po jakichś trzech dekadach przerwy od szarpania strun na zawierciańską scenę rockową powrócili chłopaki z Awaryi Fabrycznej, prezentując nam swój najnowszy krążek – EP’kę zatytułowaną „Hotel Paryski”.


EP’ka ukazała się 1 kwietnia 2026 roku i zawiera pięć autorskich kompozycji w klimacie starego, dobrego rocka. Tego, obok którego ciężko jest przejść obojętnie bez względu na to czy jesteś miłośnikiem czarnego, nisko strojonego brzmienia czy symfonicznych, majestatycznych dźwięków. Starego rocka nie da się nie lubić. I w takim też klimacie powracają Panowie z Awaryi Fabrycznej.

Zerknijmy razem, co mają do powiedzenia i co skłoniło ich do wytarcia kurzu ze strun? 

Zapraszam 

Zespół tworzą: 

Marek Wolski – perkusja, wokal
Michał Mazur – gitara basowa
Darek Kubik – gitara solowa
Artur Żytkowicz – gitara rytmiczna 


Słowem o okładce: 
Okładka, w klimacie rysunkowym, przedstawia tytułowy Hotel Paryski. Na rysunku widzimy postacie, które pojawiają się w czwartym utworze o tym samym tytule. Mamy tutaj: fabrykanta, wątłego muzyka przy fortepianie, radzieckiego żołnierza o imieniu Sergiej oraz Anastazję, która lada chwila ujawni tajemnice skrywaną pod halką. W tle widzimy tumany dymu z cygara. W górnej części widnieje nazwa kapeli, natomiast w dolnej części tytuł płyty. 
Czas wrzucić płytę na głośniki i pozwolić, by dźwięki rock’a rozbrzmiały w uszach… 


1. Rodzinne korzenie

Płytę otwiera fantastycznie rockowo brzmiący riff. Od pierwszych sekund czuć ducha starego rock’n’rolla. Po wstępie instrumenty lekko cichną, a do głosu dochodzi… perkusista(!). Już sam ten fakt skłonił mnie, by się pochylić nad tą EP’ką. 
Na szczególną wzmiankę zasługuje tu minimalistyczna solówka gitarowa na tle monotonnego basu. Choć wcale nie brzmi to negatywnie. Basówka robi tu świetne tło dla elektryzującej, choć skromnej solówki. A jak wiemy – zwykle to, co skromne bywa genialne. Tak też jest w tym przypadku. 
Dalej mamy szybką zwrotkę i kolejną równie genialną solówkę. 

A o czym prawi tekst? 
Moim zdaniem bohaterem (a właściwie bohaterką) utworu jest pewna bliżej nieokreślona dziewczynka. Teraz już kobieta, która wspomina swoje – tytułowe – rodzinne korzenie. Narrator, w tym przypadku, opisuje sytuację, w której bohaterka widzi stare, zżółkłe i zniszczone zdjęcie swojego pradziadka. Na tejże fotografii dostrzega herb, który okazuje się być jej rodowym symbolem. Sięgając dalej w przeszłość coraz bardziej poznaje swoje pochodzenie. Co jest tu ciekawym zagraniem to końcówka, w której słyszymy, że to co kiedyś działo się w starej chałupie przy kredensie, teraz analogiczna sytuacja ma miejsce w pięknym i przestronnym apartamencie. 
Wniosek z tego można wyciągnąć jeden – warto znać swoją przeszłość, bo kto wie… czy w naszej rodzinie nie ma ukrytego i dawno zapomnianego rodu szlacheckiego… 

Utwór możesz posłuchać tutaj: Rodzinne korzenie 



2. Jeszcze jeden raz

Kolejny utwór i kolejna dawka oldschool’owego rock’n’rolla. Szybki, choć łamany riff. Prosta, acz chwytliwa perkusja i ten charakterystyczny chrypnięty wokal. Momentami, słuchając tego utworu, można odnieść wrażenie, że słuchamy jakiejś 30-kilku letniej piosenki, ze starej i zakurzonej kasety. A tu EP’ka pochodzi z kwietnia 2026 roku. Można się domyśleć, co chłopakom w duszach gra… 

Zerknijmy w tekst… 
Czytając tekst można dostać niemałych „fleszbeków” z wspaniałych i beztroskich lat… Już pierwsza zwrotka nas na to namawia. Jak kiedyś było super, jak beztrosko i jaka siła i magia tkwiła w tym, że trzymaliśmy się razem. Bez podziałów, bez oceniania. Tylko my, stara piłka, podwórko i ta moc, by zdobyć cały świat! 
Nagle! Jak coś nie piźnie i trzaśnie! Budzimy się w szarej rzeczywistości, gdzie zawiść, fałsz i pościg za materialnością „podzieliły mocno nas(…)”. Gdzie mur wokół siebie stawiamy tak wysoko, że nie dostrzegamy już czubka własnego nosa… 
Tu świetnie sprawdza się przysłowie: Nie pamięta wół, jak cielęciem był. 
Szkoda, że nie możemy przeżyć tamtych dni… „jeszcze jeden raz”… 

Utwór możesz posłuchać tutaj: Jeszcze jeden raz


3. My rodacy

Tu trzeba się skupić bardziej na tekście, niż na muzyce. Ponieważ, moim zdaniem, tekst jest tu tak bardzo trafiony, że lepiej i dosadniej się powiedzieć już nie da… nie przeklinając rzecz jasna. 
Tu nawet nie ma jednego, konkretnego bohatera. Jest przedstawiona opowieść o nas… polakach. Pozwolę sobie zacytować całość tekstu (mam nadzieję, że autor nie będzie zły): 

„Piąta rano pora wstawać do swej pracy musisz gnać
Nawet, jak Cię szef poniży to pokornie trzeba wstać
Dom i auto są w kredycie, mnóstwo zobowiązań masz
Ktoś Ci wybrał takie życie i niewiele z niego masz

Krzyczą świnie przy korycie, znów za nasze pasą się
Jednak wciąż ich wybieramy, chcemy pozabijać się
A nasz kościół zakłamany masonerii sprzedał się
Forsa płynie strumieniami, człowiek dla nich nikim jest

To jesteśmy My rodacy, hipokryzja siedzi w nas
Podzieleni i skłóceni na kompromis szansy brak
To jesteśmy My rodacy, znowu na rozstaju dróg
Telewizja, radio, prasa i reklama to nasz Bóg

Udajemy patriotów, wysprzedając obcym własny kraj
A sąsiada obok siebie wyniszczamy, jak się da
Trzeba wspierać polski rynek, honor i ojczyznę swą
Biegną wszyscy do Kauflandu, bo promocje teraz są

To jesteśmy My rodacy, hipokryzja siedzi w nas
Podzieleni i skłóceni na kompromis szansy brak
To jesteśmy My rodacy, naród zwalczający się
Nie potrzeba obcej ręki, sami wykończymy się(…)” 

Nie uważacie, że ten tekst jest kwintesencją aktualnego stanu społeczeństwa? Dawno nie słyszałem tak paskudnie prawdziwej szpileczki. Owszem, wyjątki są. Niestety nadal stanowią one mały procent… A wypadałoby, żeby stosunek był odwrotny. 

Utwór możesz posłuchać tutaj: My rodacy



4. Hotel Paryski

Powoli zbliżamy się do końca, a tu chłopaki serwują nam coś na wyciszenie i uspokojenie rozszalałych, od dźwięku gitar, nóg. Witaj ballado. 
W pierwszych chwilach można przyrównać ten utwór do Dżemu. Bardzo zbliżony klimat tu się pojawił. Początek to typowa ballada, która gdzieś od połowy nabiera zdecydowanego rozpędu. Na szczęście nie niszczy to świetnie stworzonego klimatu. 

W pierwszej linii tekstu pada nazwa ulicy: Ciasna 7. Sprawdziłem z ciekawości i co się okazało, że faktycznie przy tej ulicy stoi kamienica. Czyżby historia „domu uciech” nie była do końca zmyślona? Dalej, choć w tej samej zwrotce, pada nazwisko Ginsberga oraz skrót TAZ, o co tu chodzi? 

Z pomocą przyszedł „wujek gugel”, według którego: 
 Allen Ginsberg, był amerykańskim poetą pochodzenia żydowskiego. Jednak w tym konkretnym kontekście chodzi autorowi (prawdopodobnie) o jego poemat Skowyt z 1956 roku. Tematem poematu jest bliskie zagłady społeczeństwo, któremu przeciwstawiona zostaje nieśmiertelność sztuki oraz miejsce outsiderów w epoce ścierania się tych dwóch przeciwstawnych kategorii. [źródło Wikipedia] 
Natomiast skrót TAZ, prawdopodobnie oznacza efemeryczną przestrzeń wolności, która wymyka się kontroli państwa i systemu. T.A.Z. opiera się na idei, że zamiast walczyć z systemem w bezpośrednim starciu, można tworzyć własne, chwilowe enklawy nieskrępowanej ekspresji, które pojawiają się, trwają, a następnie znikają zanim władza zdoła je zidentyfikować. I całkiem możliwe, że odnosi się do książka Hakima Beya z 1991 roku zatytułowanej: „Temporary Autonomous Zone”.

Może będzie okazja złapać chłopaków i zapytać autora, czy bardzo rozjechałem się z analizie z tym „co autor miał na myśli”. A tymczasem chodźmy do ostatniego utworu na EP’ce… 

Utwór możesz posłuchać tutaj: Hotel Paryski



5. Dyktator

Starczy tych ballad! Powiedzieli, po czym głośniki rozbrzmiały elektryzującymi riffami, a bass wrzucił wyższy bieg. Ostatni utwór ewidentnie zapragnął zrobić spustoszenie na głośnikach. Mamy tu kolejną solidną dawkę świetnie brzmiącego Rock’a. Natomiast tekst, w dużym skrócie, nawiązuje do polityki, choć nie jestem w stanie stwierdzić, do którego okresu politycznego (bo pasuje niemal do każdego). 
W każdym razie przejdźmy do podsumowania, bo lekcja Rock’a właśnie (niestety) dobiega końca… 

Utwór możesz posłuchać tutaj: Dyktator


Podsumowanie: 

Czas świetności chłopaków przypadał na lata ‘90, potem zapewne życie zweryfikowało ich plany. I panowie musieli schować wiosła do pokrowców. Jednak, na szczęście, ich duch rock’n’rolla nie umarł. Wręcz przeciwnie, nabrał mocy i frustracji. Dzięki temu po tych trzech dekadach wiosła i pałeczki znów zagościły w ich dłoniach. A owocem tego jest dzisiaj omawiana EP’ka Hotel Paryski, która łączy w sobie nową siłę ze starą szkołą grania. A co najciekawsze, i co mnie najbardziej zaskoczyło, wokalista siedzi za garami!

Muszę przyznać, że klimat i muzyka trafiła do mojego ucha niemal od pierwszego odpalenia płyty w samochodzie. W tym przypadku moje ucho od razu, bez zastanowienia, dało zielone światło, żeby płyta kręciła się ile wlezie.


Przy okazji są to chłopaki z moich rodzinnych stron, więc tym chętniej trzeba się podzielić rodzimą twórczością. 

Jeśli jeszcze nie mieliście okazji zapoznać się z twórczością Awaryji Fabrycznej to z czystym sumieniem polecam tę pozycje. Moje ucho także… 

To byłoby wszystko, co miałem do powiedzenia. Widzimy się już wkrótce, przy kolejnych recenzjach. 

Do następnego
Ave.! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz także...

Recenzja: Awarya Fabryczna - Hotel Paryski (2026)[EP]

Awarya Fabryczna – Hotel Paryski [EP] (1.04.2026)  Po jakichś trzech dekadach przerwy od szarpania strun na zawierciańską scenę rockową powr...

A to widziałeś..?