3-dniowa trasa
Kraków-Katowice-Kraków
(09-11.05.2026)
Dzisiejsza relacja będzie nieco bardziej NIEcodzienna, ponieważ przeżyjemy raz jeszcze nie jeden, ale aż trzy koncerty…
Miniony weekend był dla mnie wyjątkowo intensywny i nieco dłuższy niż zwykle. A to za sprawą odwiedzin włoskiego duetu – QZ, grającego gotycki rock, którzy zagrali trzy fantastyczne i klimatyczne koncerty. Zaczęli w sobotę a skończyli w poniedziałkową noc. Zacznijmy jednak od samego początku…
Zapraszam
Wszystko zaczęło się jakiś miesiąc wcześniej, kiedy to przyszedł do mnie mail od, z pozoru, normalnej kapeli, która pisze z pytaniem o patronat medialny. Tą kapelą było QZ. Przystanąłem na to, o czym rozmawialiśmy i zaangażowałem się w tę trasę. W tak zwanym międzyczasie podrzuciłem chłopakom propozycję na zespół na trzeci koncert. Przy okazji rozmów, w mojej głowie zrodził się pomysł na wywiad (który też niedługo pojawi się na kanale).
To tyle, jeśli chodzi o wstęp. Przewińmy teraz czas do chwili pierwszego koncertu w krakowskim Oliwa Pub.
Przyszła pora, po długim oczekiwaniu, na pierwszy koncert. Do pubu zajechałem dość wcześnie, niż zwykle. Mając nadzieję, że uda mi się złapać chłopaków z QZ, poznać się z nimi i chwilę pogadać. Tak też się udało.
Na scenie, tego sobotniego wieczoru, zagrały trzy kapele: Vermilion Age, QZ oraz Absentem. Czyli Gotycki Rock, odziany w Alternatywny Metal. Nie ukrywam, ale mieszanka była bardzo ciekawa.
Pierwszy zespół – Vermilion Age, szybko rozpalił atmosferę, którą utrzymywali przez cały swój występ.
1. Nothing To Lose
2. More To Know
3. Together We Break It
4. Breaking Free
5. Lift Me Up
6. Hope
7. Breaking The Habit
8. Renegade
9. Prove Them Wrong
10. Another Brick In The Wall
Bardzo ciekawe i przyjemne dla ucha brzmienie. Z jednej strony solidne i ostre riffy, a z drugiej sympatyczny klimat, który mnie zdecydowanie kupił.
Drugim zespołem, który pojawił się na scenie, był włoski duet QZ. Tu klimat koncertu skręcił w zdecydowanie inny klimat. Było dużo wolniej, klimatyczniej i miejscami mroczniej. Mimo, że temperatura koncertu nieco spadła, za to pojawiły się inne wrażenia muzyczne, które w moim odczuciu, uzupełniły całość tego wieczoru.
Pierwszy i trzeci zespół to ostre rify i niezłe wokale. Natomiast drugi zespół był swego rodzaju pomostem i chwilą na złapanie tchu, między tymi dwoma kapelami. I dlatego, moim zdaniem, to zagranie i ten układ zespołów, był bardzo ciekawy. Koncert nie zmęczył tak ciągłą ścianą dźwięku.
Setlista QZ:
1. Intro (Nosferatu 1979)
2. When I Walk Alone
3. Follow You
4. Nothing Inside Me
5. Signs
6. Wisked Game (cover HIM, w wersji akustycznej)
7. Turning Point
8. Black Flower
9. Waste
10. Churches
Co mnie jeszcze zaskoczyło i, w pewnym sensie, zszokowało to to, co usłyszałem w połowie występu QZ, czyli cover zespołu HIM. Zespołu, który w mojej playliście ma swoje miejsce od lat. Nie spodziewałem się, że będę miał okazję usłyszeć HIM na żywo (nawet w postaci akustycznego coveru). Z mojej strony to kolejny plus dla chłopaków, za sympatyczną niespodzinakę.
Trzecim występującym tego wieczoru zespołem był Absentem. Czyli wracamy do ostrego grania. Tu u chłopaków widać było niebywałą lekkość w graniu, jakby w ogóle nie byli zmęczeni. Zarówno wokalista, który sprawiał wrażenie, że jest to dla niego tak naturalne, jak mruganie. Co świadczy o ogromnej ilości ćwiczeń i treningów nie tylko wokalu, ale i na instrumentach.
Setlista Absentem:
1. Vangelis (intro)
2. The Prison
3. Palladium
4. Solitude of hopes
5. Atomic
6. Captivarian
7. Moonlight dance
8. Cynical
9. The hideaway
10. Lift me Up
Bis: Cynical
Kolejną ciekawostką i nieoczekiwanym zagraniem było zaproszenie do jednego z ostatnich utworów Davida z QZ. Chłopaki zagrali wspólnie Lift me Up.
Pierwszy koncert zakończył się tak szybko, jak szybko się skończył. I przyszła pora na powrót, żeby naładować bateria na kolejny dzień, który będzie równie intensywny co sobota.
Drugi koncert miał miejsce w niedzielę, 11 maja, w katowickim Pubie Korba. Tu udało mi się przyjechać przed wszystkimi(!), ponieważ tego dnia miałem zaplanowany wywiad z chłopakami z QZ. Dzięki uprzejmości Tomka z pubu, który udostępnił nam kawałek swojej salki, mogłem bez problemów pogadać z chłopakami.
Ten koncert otwierali chłopaki z Absentem, którzy mimo dość słabej frekwencji (niestety niedziela i etaty robią swoje), ustawili klimat występu dość wysoko. Świetnie rozpalili atmosferę i dali dobry grunt pod kolejne występy.
Setlista Absentem:
1. Vangelis (intro)
2. The Prison
3. Palladium
4. Solitude of hopes
5. Atomic
6. Captivarian
7. Moonlight dance
8. Cynical
9. The hideaway
10. Lift me Up
Bis: Cynical
Szkoda, że tego wieczoru nie zagrali wspólnie utworu, co w Oliwie. To pewnie z powodu frekwencji…
Drugim zespołem był miejscowy Fuzer Ver. Ekipa pod dowództwem Marysi zaserwowali nam solidną porcje gotyckiego klimatu. Szkoda tylko, że po drodze coś się z dźwiękiem stało, że wokal był niemal niesłyszalny, a sample i tło aż nadto rozbrzmiewało z głośników.
Setlista Fuzer Ver:
1. Intro
2. Hera
3. Johatsu
4. Memento
5. Postapo
6. Danse
7. Reich
8. City
9. Taxy
10. Pavlov
Mimo drobnych problemów technicznych występ Fuzer Ver uważam za bardzo dobry.
Trzecim zespołem występującym tej niedzieli był nie kto inny jak włoski duet z Torino – QZ. Tu chłopaki nie zawiedli i zagrali niemal ten sam repertuar, co na poprzednim koncercie. Zabrakło jedynie coveru HIM (co nadrobili później).

Setlista QZ:
1. Intro (Nosferatu 1979)
2. When I Walk Alone
3. Follow You
4. Nothing Inside Me
5. Signs
6. Turning Point
7. Black Flower
8. Waste
9. Churches
Jak później wyjaśnił mi David, dlaczego nie zagrali tego jednego numeru? Chciał po prostu oszczędzić nieco struny głosowe. Mogę się jedynie domyślać, że granie kilku koncertów, dzień po dniu, może być męczące dla głosu.
Mimo dość skromnej ilości osób na widowni uważam wieczór za bardzo emocjonalny i klimatyczny. Zwłaszcza dla mnie, prywatnie; ponieważ niebawem ukaże się drugi w moim życiu wywiad z zespołem spoza Polski ;)
Drugi dzień powoli dobiegał końca. Czas wracać i zbierać energię na ostatni – poniedziałkowy koncert…
Który to odbył się ponownie w Krakowie, w Chicago Pub. Tego wieczoru na scenie mieliśmy dwa duety – ZIMNO oraz QZ.
Jak już byłem na dwóch koncertach to trzeciego, ostatniego, nie mogłem sobie odmówić. Zwłaszcza, że z chłopakami zarówno z ZIMNO, jak i QZ zdążyliśmy się dość bardzo zakumplować.
Trzeci koncert już na całej linii zanurzył nas w mroczną i klimatyczną atmosferę. Pierwsi na scenie zagrali chłopaki z ZIMNO, którzy zaserwowali nam post punk.
I mimo problemów technicznych dali z siebie wszystko. Zwłaszcza w momencie, w którym zniknął całkowicie dźwięk, a został tylko ledwie słyszalny wokal. Po prostu mikser stwierdził, że potrzebuję opuścić koncert na chwilkę i po prostu odmówił współpracy. Na szczęście szybka reakcja pozwoliła na ponowne uruchomienie sprzętu.
Setlista ZIMNO:
1. Wady
2. Bohater
3. Daj mi czas
4. Sam
5. Twoja twarz
6. Niebieskie światło
7. Nowa gra
8. Brak
9. Ciężkie powietrze
10. Śmierć w Bikini (cover Republiki)
11. Wszystko dobrze
12. Jesień
13. Otwarte rany
14. Nie chcę
O tak, nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał o ciekawostce ze strony ZIMNO. Chłopaki zaprezentowali nam swoją wersje utworu Śmierć W Bikini od Republiki.
Tak ten utwór rozpalił publiką, która od razu ruszyła od stołu. Szkoda, że nie zdążyłem nagrać tego utworu. Ale nie można mieć wszystkiego (a szkoda).
Drugi duet, który pojawił się na scenie to… no nie zgadniecie… nie kto inny jak włoski QZ.!
Tu muszę przyznać, że zrobili lekkiego zamieszania pod sceną. Rumor i zabawa wśród nielicznej publiki wzmógł się. Klimat zespołu udzielił się ludziom, którzy chętnie go przyjęli i odwzajemnili.
Ich występ owocował w wiele niespodzianek i sympatycznych chwil. Jak chociażby ta, że chłopaki zagrali cover HIM – Wicked Game (o który ich poprosiłem, nieskromnie mówiąc), ale to jeszcze nie wszystko. Bo zmodyfikowali go do tego stopnia, że na początku coveru zagrali też fragment Funeral of Hearts (też HIM). Nawiązując tym samym do naszej rozmowy z dnia poprzedniego.
Kiedy dotarły do mnie dźwięki, które niemal od razu rozpoznałem… no co tu dużo mówić… wzruszyłem się „lekko”. Drugi raz w życiu zespół doprowadził mnie do wzruszenia.
Na koniec występu dostałem podziękowania ze sceny. Co bardzo rozpaliło moje serduszko ^_^ po całym koncercie zrobiliśmy sobie jeszcze pamiątkowe zdjęcie z koszulką, która lada chwila wyląduje w antyramie na ścianie. Po czym nadeszła pora, aby się pożegnać…
Mam nadzieję i trzymam mocno za słowo Davida, że jeszcze wrócą nie raz na kilka koncertów.
Podsumowując… te trzy koncerty zaowocowały w wiele nowych znajomości, ciekawe klimaty muzyczne i przede wszystkim emocje, które na pewno na długo pozostaną w (nie tylko) mojej pamięci.
Słowem kończącym dzisiejszą relację koncertową, chciałbym przypomnieć, że niebawem pojawi się wywiad z QZ na youtube, więc bądźcie czujni i nie zapomnijcie zostawić tam Suba ;)
A tymczasem to byłoby wszystko, co miałbym do powiedzenia. Zachęcam też do obserwowania bloga, bo tu też pojawią się recenzję płyt. I to też już niedługo ;)
Do następnego
Ave.!










































Brak komentarzy:
Prześlij komentarz