Furydate – Furydate
(27.06.2025)
Furydate to debiutancki album oscylujący wokół Modern Metalu. Album ujrzał światło dzienne pod koniec czerwca 2025 roku. Na krążku znalazło się dziewięć autorskich kompozycji.
Czym zaskoczą nas chłopaki z Wrocławia? Skromna szata graficzna, co wybrzmi z głośników? Przekonajmy się…
Zapraszam
Furydate tworzą:
Mateusz Zydorczak, Krzysztof Kaczyński, Wojciech Skoczylas, Anton Slonkin
Słowem o okładce:
Okładka jest tak prosta, że bardziej się chyba nie da. Na jednolitym białym tle, na środku, widnieje literka F. I to jest wszystko. Nie ma się co więcej rozpisywać… przejdźmy do muzyki.
1. Puppies in the Sky
Pierwszy utwór otwiera przerywany riff, który w dalszej części utworu znika gdzieś w tle, i pojawia się przy fragmentach z growlem. Po chwili mamy napędzającą tę karuzelę perkusję, po której zaczyna się iście ostra jatka. Ostry riff, podwójna stopa i suchy w odbiorze growl – po którym następuje lekkie wyhamowanie, gdzie pojawia się miejsce dla czystych partii wokalnych, które przeplatane są z growlem. Te czyste partie wokalne brzmią dla mnie, jak te żywcem wyciągnięte z lat ‘90, kiedy to liczyła się zajebista zabawa pod sceną i przed telewizorami, na których leciał kanał muzyczny (nie pamiętam który to kanał był…)
A czym są tytułowe pieski na niebie? Zerknijmy w tekst…
Choć tytuł wydaje się być mylący (przynajmniej w moim odczuciu) to utwór bierze na warsztat jeden z poważniejszych i bardziej intrygujących tematów, jakie można wziąć pod debatę - „What is life? Why is it sometimes hard? What’s the sense - If we are all going to die?(…)” (Czym jest życie? Dlaczego czasami jest trudne? Jaki jest sens - Skoro wszyscy umrzemy?) - to czysta kwintesencja tego utworu. Niech pierwszy rzuci kamień ten, kto nigdy nie zadawał sobie tych pytań! Szkoda tylko, że chłopaki zostawili te pytania bez odpowiedzi… a w ramach rekompensaty za to, próbują przekonać do czegoś, co w moim odczuciu powinno być wręcz obowiązkiem(!) - żeby cieszyć się życiem, które każdy wybrał sobie sam. Czasem jest dobrze, czasem jest źle, ale to właśnie tak ma być. W końcu która potrawa smakuje lepiej bez soli? Której w życiu jest sporo…
Jeśli tak chłopaki otwierają album… to aż mam ciarki na samą myśl, co pojawi się w kolejnych…
Utwór możesz posłuchać tutaj: Puppies in the Sky
2. Go High
Od samego początku robi się ostro. Riff otwierający utwór od pierwszych sekund wwierca się pod skórę nie pozostawiając nikogo przy życiu. Po wstępie następuje ponownie lekkie wyhamowanie i pojawia się klimat a’la creepy – zwłaszcza patrząc na strukturę wokalu. Oczami wyobraźni widzę tu dobry horror. W tym przypadku czysty wokal trochę psuje początkową aurę utworu. Gdyby nie to, growl tylko by spotęgował ten klimat. Oczywiście nie mam tu na myśli, że czyste partie są złe, tylko w moim odczuciu ciekawszy klimat pojawił się na początku utworu.
A jaki klimat mamy w warstwie tekstowej? Trochę taki „couchingowy”
W tekście mamy bohatera, który na początku utworu gdzieś skądś spadł, przez co czuje frustrację, ponieważ piął się po swoich życiowych szczeblach aż tu nagle -BUM!- upadek. Na szczęście nie jest to koniec jego wspinaczki, a kolejny szczebel do pokonania. Dalej słyszymy, że mimo tych właśnie upadków buduje się charakter i wola walki. Tu nie chodzi o to, żeby nie upaść – tu chodzi o to, żeby za każdym razem się podnieść. Jeszcze ten jeden raz. Tak długo, aż cel zostanie osiągnięty. Ostatni wers tekstu jest bardzo trafny i podsumowuje całość – „jeden cel, jedno zadanie, świat nie istnieje, tylko ściana i ja”. Dorzuciłbym tu luźne – nawalaj w ścianę, aż ją przebijesz.
Świetny utwór o samorealizacji i nie poddawaniu się.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Go High
3. Wait For Me
Ten utwór otwiera wokal i cichy sampel w tle. Ten utwór wyraźnie wyróżnia się spośród poprzednich. Jest też zdecydowanie lżej (mimo ostrych riffów). Jest tu wyczuwalna szczypta melancholii, odrobina tęsknoty. Można powiedzieć, że jest to swego rodzaju ballada, osadzona w konwencji klimatu albumu.
A co z tekstem? Jest smutny.
W tekście bohater zwraca się do kogoś bliskiego, kto odszedł z tego padołu łez. Teraz świat bohatera stał się pusty. Bohater zwraca się do tej osoby, by ta na niego zaczekała. Tu pojawia się seria pytań: Dlaczego ta osoba ma zaczekać? Żeby się pożegnać? Żeby zabrać bohatera ze sobą? Czy żeby najlepiej w ogóle nie odchodzić?
Niestety w życiu bywa tak, że nasi bliscy i ci, których kochamy prędzej lub później (oby!) odejdą. Na szczęście póki o nich pamiętamy, w naszych sercach nigdy nie umrą…
Tekst smutny, ale jednak jest w nim coś pocieszającego… ten cień nadziei, że kiedyś (być może) uda nam się jeszcze raz spotkać.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Wait For Me
4. Trees
Utwór otwiera sampel, do którego po chwili dołącza wokal, a po chwili gitara… by za moment rozpętała się żywa energia. W tym utworze dzieje się sporo. Gitary mimo jednego motywu mają pole by zaszaleć, perkusja jest mięsista a wokal raz czysty raz growl, nie daje ani chwili wytchnienia.
Tekst jest tu bardzo moralizatorski. Trochę obawiam się, że mamy tu do czynienia z „rzucaniem grochem o ścianę”. Tekst bowiem mówi wprost o dbaniu o nasz Dom, którym jest planeta, po której stąpamy i na której żyjemy. Nasze życie jest raptem jak mrugnięcie oka – pstryk i już znikasz. Za to ona [Planeta] będzie tu nadal. Więc (nie zaczynamy zdania od więc!). Więc wypadałoby zadbać o tę planetę, żeby istniała jak najdłużej. W końcu ona też żyje. Tu nawet nie chodzi o następne pokolenia, ale o samą Ziemię. Żyjącą i czującą co się tu odwala, na jej powierzchni. Dzięki ci, żeś tak łaskawa, bo jakby się rzeczywiście wkurzyła… to atomówki przy tym gniewie to zwykłe pierdnięcie.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Trees
5. Rainbow
Utwór zaczyna się samplem przypominającym zmodulowaną gitarę. Po nim od razu wchodzą wszystkie instrumenty, po których do głosu dochodzi wokal. Czysty wokal zajmuje tu niemal cały utwór (growl pojawia się pod koniec). Czyste partie wokalne, choć poddane drobnej modulacji, sprawiają wrażenie lekkości utworu. Dobrze się go słucha. Jest też ciekawym przystankiem, gdzie można złapać dech przed kolejnymi riffami.
Tekst mam wrażenie, że mówi o prozaicznym, szarym życiu. Kiedy to człowiek staje się zmęczony ciągłą gonitwą za czymś, czego czasem sam nie potrafi zdefiniować. Bywają takie momenty, że pragniemy się zatrzymać i złapać dech, co jest jednak niemożliwe, bo brygadzista zawsze pojawia się w momencie, kiedy na ułamek sekundy się zatrzymaliśmy. Tu nawet nie ma czasu zetrzeć pot z czoła, bo tiry czekają na załadunek a plik banknotów na dyrektorskim biurku musi się zgadzać… Jedyny moment, kiedy możemy się naprawdę zatrzymać, nawet na tę kilka chwil, to parzenie kawy. Poranny rytuał, który pomaga nam przetrwać ciągłą gonitwę.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Rainbow
6. Scathered
Jeśli utwór Rainbow był momentem na złapanie tchu, to Scathered jest pauzą i miejscem na wydech. Można powiedzieć, że jest to zlepek sampli, który do końca nie jestem pewien po co pojawił się w tym miejscu? Czy jest to wstęp do zakończenia albumu? Uważam, że lepiej by się sprawdził albo na wstępie – jako intro, bądź outro.
Moim zdaniem jest to nieco ponad 30 sekund zbędnego dźwięku. Choć zdaję sobie sprawę, że zapewne była w tym jakaś idea. Tylko nie mówcie mi, że ideą była chęć by album miał 9 a nie 8 numerów na trackliście…
Utwór możesz posłuchać tutaj: Scathered
7. Dreasm
Po wyciszającym przerywniku, kiedy ten utwór wleciał na głośniki, oczy niemal wyskoczyły mi z orbit! Dopiero co był taki spokój, a tu nagle -JEB!- od razu z grubej rury. Growl, ciężka perkusja i ostry riff wjechał na pełnej. Nawet w części z czystym wokalem czuć ciężar utworu.
O co ten cały krzyk? Zerknijmy w tekst.
O to, że bohater gdzieś w swoim życiu się zagubił. Siebie, bądź kogoś z kim szedł. Ponieważ w tekście słyszymy zarówno, że bohater zagubił się setki razy, jak i to, że szuka kogoś. W tekście pojawia się też pojęcie „nici Ariadny” – jest to wyrażenie, które pochodzi z mitologii greckiej i oznacza jakąś kluczową wskazówkę na rozwiązanie danego skomplikowanego problemu. Jest to oczywiście metafora, ale nazwa pochodzi od kłębka nici, którą Ariadna podarowała Tezeuszowi, żeby ten mógł odnaleźć drogę powrotną z labiryntu Minotaura. Można odnieść wrażenie, że bohater tego utworu zmaga się z iście trudnym problemem.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Dream
8. Cool Wave
Utwór zaczyna się od wysokich dźwięków klawiszy, które od razu tworzą ciekawą – jak na album – aurę. Po chwili oczywiście instrumenty wchodzą do akcji, jednak nie jest to tak ciężkie jak w poprzednim utworze.
Mam wrażenie, że tytułowa fala jest metaforą tego, że coś do nas przychodzi i odchodzi. Może niekoniecznie od razu odchodzi, ale w pewnym momencie, właściwym dla siebie – odchodzi. Tym czymś może być wszystko o czym pomyślimy…
Utwór możesz posłuchać tutaj: Cool Wave
9. Steps
Nadszedł czas na ostatni utwór na płycie…
Ten utwór zaczyna się od szalejącego po głośnikach sampla, który po chwili jest zastąpiony instrumentami. Warstwa instrumentalna jest niemal bardzo analogiczna do poprzedniego utworu. Ciekawym zagraniem jest tu czysty wokal z nałożonym filtrem sprawiającym, że brzmi jak przez megafon, po czym następuje drastyczne wyhamowanie całego utworu. Można odnieść wrażenie, że ten zabieg podzielił utwór na dwie części – tę ostrą jak brzytwa i tę nieco wolniejszą.
I tym tytułowym krokiem dotarliśmy do końca albumu – przejdźmy do podsumowania…
Utwór możesz posłuchać tutaj: Steps
Podsumowanie:
Jak na debiut, chłopaki postawili sobie wysoko porzeczkę. Album jest bardzo zróżnicowany zarówno pod kątem muzycznym, jak i przesłaniu w tekstach. Pomijam ten jeden krótki przerywnik, który nadal nie wiem co robi akurat w tym miejscu. Być może dzieli album na dwie części, być może trafił w to miejsce… tak po prostu. Intryguje mnie ten utwór.
Wracając… chłopaki zaserwowali nam ostry, ale i lekki Modern Metal, gdzie czyste partie wokalne krzyżują się z growlem, dzięki czemu przez cały czas trwania albumu coś się dzieje. Jesteśmy niemal całkowicie zawładnięci dźwiękami serwowanymi przez Furydate. I jak dla mnie to jest super.
Jeśli przez ten rok od premiery nie mieliście okazji zapoznać się z twórczością Furydate – to czas to nadrobić. Osobiście polecam ;)
To byłoby wszystko. Widzimy się już niebawem…
Do następnego
Ave.!





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz