Atavia – To the Old Ones
(11.06.2026)
To the Old Ones to pierwszy album zespołu Atavia. Projektu, na czele którego stoi wokalistka zespołu Datûra – Michalina Maja Rutkowska. Projekt łączy w sobie elementy psychodelii, doom i post metalu w domieszką ambientu i dark folku.
Album ujrzał światło dzienne 11 czerwca 2026 roku i zawiera osiem kompozycji, które powstawały na przestrzeni wielu lat oraz były tworzone w przeróżnych miejscach czy okolicznościach. Można powiedzieć, że to sprzyjające okoliczności były motywatorem i popychały twórców by uwiecznić dany moment w muzyce czy słowach.
Zanurzmy się w te sprzyjające okoliczności przyrody (i nie tylko) i zobaczmy, jak wybrzmiewają tamte momenty, uchwycone słowami czy nutami.
Zapraszam
Atavia tworzą:
Michalina Maja Rutkowska – wokal, bas, syntezatory
Szymon Stadniczenko – gitara, produkcja
Tomasz Wazia - perkusja
Słowem o okładce:
Okładka jest skąpana w barwie jasnego błękitu ze szczyptą białego. Okładka przedstawia kobietę (najprawdopodobniej Michalinę, choć mogę się mylić) o zasłoniętej twarzy, która wyciąga dłoń w kierunku widza/słuchacza* (zaznacz właściwe). W prawym górnym rogu dostrzec można logo zespołu – Atavia, moim zdaniem stylizowany na wzór run. Okładka sama w sobie zachęca do zajrzenia głębiej i zanurzenie się w klimacie i atmosferze. Zatem… nie każmy dłużej czekać…
1. Waterfalls (instrumental)
Album otwierają dźwięki rodem w ambientowym klimacie, z lekką domieszką mrocznej szczypty, ukrytą gdzieś między drzewami. Muzyczne odwzorowanie tytułowego wodospadu słychać już po kilkunastu sekundach. Najpierw powoli i nieśmiało, po chwili jednak cała uwaga skierowana jest w stronę spadającej wody.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Waterfalls
2. Azure
Drugi utwór zaczyna się delikatnymi dźwiękami gitary i cichutkim hi hatem w tle, tuż obok syntezatorów. Z czasem intensywność dźwięków wzrasta, jednak bardzo powoli i stopniowo. Można powiedzieć, że z cienia wychodzi do nas Michalina, która równie delikatnie zaczyna śpiewać. Z czasem oczywiście intensywność delikatnie wzrasta.
Jak na mieszankę gatunkową, która jest bardzo szeroka, w tym utworze bardzo mało jest elementów stricte metalowych. Głównie dominują tu dźwięki elektroniki; syntezatorów, które wprowadzają lekki nastrój… takiej ulotności.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Azure
3. Inclinations
Utwór trzeci zaczyna się dość surowo – w porównaniu do poprzednich dwóch. Słychać tu suche dźwięki gitary i lekką acz intensywną perkusję. Wokal też zmienił tonację na dużo intensywniejszą. Utwór zdecydowanie jest ostrzejszy. Choć nie odchodzi od konwencji.
Gdzieś w drugiej połowie utworu, instrumenty milkną na korzyść dźwięków syntezatora i tym bardziej nastrojowym brzmieniom.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Inclinations
4. Of the Longest Night
Po krótkiej przerwie metalowej, wracamy w nurty ambientowe.
Mam wrażenie, że bohaterka utworu siedząc nocą w pustym pokoju, zalanym ciemnością, powoli zaczyna wariować. Wokół niej pojawiają się dziwne i nieokreślone cienie, które stopniowo zaczynają przejmować kontrolę nad całą sytuacją. Bohaterka jednak wbrew wszystkiemu zaczyna kierować swoją uwagę i ciało w kierunku tychże cieni. Rozmawiając z nimi nad sytuacją, w której aktualnie się znajduje.
Nie pomylę się, jeśli powiem, że w życiu wielu z nas (jeśli nie u każdego z nas) od czasu do czasu zdarzają się takie sytuacje, w których sami chętnie zanurzylibyśmy się w ciemność niebytu, by podyskutować z mrokiem nad dalszym sensem czy egzystencją… zwłaszcza gdy noc jest tak długa, a do świtu jeszcze daleko…
Utwór możesz posłuchać tutaj: Of the Longest Night
5. To the Old Ones
Początek tego utworu brzmi w moim uchu nad wyraz ciepło i pogodnie. Mimo, że w warstwie tekstowej opowieść jest dość smutna. Bohaterka wyznaje, że ktoś ze starszych odebrał ją od ukochanej osoby i zaprowadził gdzieś do jakiegoś bliżej nieokreślonego sanktuarium. Gdzie bohaterka miała dorosnąć. Sądzę, że jest to coś analogicznego do sanktuarium mnichów lub czegoś podobnego. A mimo to, zamiast uczyć się i rozwijać, bohaterka tęskniła niemal cały czas. Wciąż wyobrażając sobie, jak jej i jego ukochanego drogi w końcu się przecinają i łączą w jedną.
„Take away these stones from my heart and lay them down to make grave for my mind(…)” (Zabierz te kamienie z mojego serca i połóż je, by stworzyć grób dla mojego umysłu) w tym fragmencie można wyraźnie dostrzec, że bohater zaufała swojemu sercu i uczuciom zamiast umysłowi i logice. Wolałaby spędzić życie w miłości i z miłością niż… no właśnie, niż co?
Utwór możesz posłuchać tutaj: To the Old Ones
6. Vesta
Drugi utwór, w którym dominują instrumenty zamiast ambientowa elektronika. Choć utwór nie jest jej pozbawiony w zupełności. W tym utworze bardzo przypadł mi do gustu wydźwięk wokalu Michaliny, który brzmi tutaj jakby śpiewała to jakaś młoda dziewczyna. Kierując swój głos bezpośrednio do Westy – czyli do bogini, która w mitologii rzymskiej, opiekowała się ogniskiem domowym oraz była opiekunką rodziny.
Można zatem powiedzieć, że zaproszenie bohaterki tej konkretnej bogini w swoje progi to swoista modlitwa i chęć zmiany, na lepsze, domowego ogniska. Pytanie, jakie się samo nasuwa to, czy bogini przyjmie zaproszenie?
Utwór możesz posłuchać tutaj: Vesta
7. Flowers Off (instrumental)
Drugi utwór instrumentalny na płycie, który zdecydowanie wyróżnia się na tle poprzednich utworów. Gitarowe riffy są tu zdecydowanie intensywniejsze a perkusja mocniejsza. W tym utworze instrumenty mają zdecydowanie więcej do „powiedzenia” niż w poprzednich – tym razem to elektroniki jest tutaj znikoma ilość. Nawet można dostrzec dźwięki gitary basowej, które są ciekawym urozmaiceniem całego albumu.
Zbliżamy się do końca płyty, więc to pewnie dlatego ta zmiana klimatu, by słuchacz mógł powoli wyjść z transu, w którym był przez cały ten czas.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Flower Off
8. Turn It On
Czas na ostatni utwór na płycie i jednocześnie najdłuższy. Po chwilowym „przebudzeniu” instrumentalem, wracamy do klimatu krążka. Tutaj zdecydowanie góruje klimat doom’owy. Niskie i wolne dźwięki niespiesznie wypływają z głośników, zalewając całą uwagę słuchacza. Nawet wokal Michaliny jest tutaj bardzo podobny, jak przy Azure – lekko aczkolwiek intensywnie wychodzący zza ściany instrumentów.
Moim zdaniem tekst mówi wprost o manifestacji. Mówi wprost, że aby osiągnąć bogactwo (materialne czy też niematerialne), musisz wpierw stać się nierozsądny. Może wręcz szalony. By rozpalić swoje wewnętrzne światło i dostrzec to, co siedzi w Tobie od samego początku – moc sprawcza, która potrafi urzeczywistnić niemal wszystko o czym pomyślisz.
Oczywiście haczyk jest jeden – trzeba mocno i szczerze uwierzyć. Trzeba nastawić swój umysł na to, że cel jest już osiągnięty i już jest faktem a nie oczekiwaniem na jego przyjście. Bo wtedy będziesz czekać wiecznie…
Utwór możesz posłuchać tutaj: Turn It On
Podsumowanie:
Muszę przyznać, że album To the Old Ones jest bardzo specyficzną pozycją na mojej półce. Jest to krążek, który, moim zdaniem, nie jest przeznaczony do przypadkowego słuchania. Bardziej jest to pozycja do prawdziwej muzycznej uczty. Kiedy jest ten czas, by naprawdę zanurzyć się w dźwięki wydobywające się z głośników, czy słuchawek i smakowania ich każdą cząstką.
Choć oczywiście nie neguję, gdyż zdaję sobie sprawę, że znajdą się i tacy z Was, którzy ten klimat mogą słuchać niemal na każdym kroku.
Jest to też album, moim zdaniem, nie dla każdego. Choć z całym przekonaniem zachęcam do zapoznania się z dźwiękami, które miałem okazję dzisiaj smakować i rozkoszować się nimi.
To byłoby wszystko co miałbym do powiedzenia. Widzimy się już wkrótce.
Do następnego
Ave.!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz