Von Illian – Under the Grey Sky
(04.09.2026)
Na początku września 2026 roku ukazał się czwarty album włoskiego duetu – Von Illian, zatytułowany Under the Grey Sky. Album zawiera osiem autorskich kompozycji w klimacie Industrial Metal, EBM, Darkwave.
Tytułowy singiel, promujący album ukazał się 26 czerwca 2026 roku. Na łamach bloga pojawiła się jego krótka recenzja, link – o tutaj.
Poprzednie wydawnictwa zespołu: Von Ilian vs Trackzero, EP Shoot in Hollywood, album Blutorden, singiel There Is the Devil Inside, a kilka dni temu – Under the Grey Sky.
Zapraszam
Słowem o okładce:
Okładka przedstawia zniszczone wojną miasto, które gdzieniegdzie wciąż płonie. Za ruinami lekko wyłaniają słoneczne promienie. Na drugim planie, jako pierwszy, w oczy rzuca się zniszczony czołg, który ugrzązł w błocie. Wokół niego oraz na pierwszym planie można dostrzec wiele ciał poległych żołnierzy.
W górnej części, na środku, jakby w powietrzu unosi się logo zespołu, natomiast na dole – tytuł albumu.
Całość skąpana jest w odcieniach czerni i szarości, z drobnym dodatkiem żółtego czy pomarańczowego.
1. No Return
Album otwiera przyjemnie brzmiący sampel, do którego po kilku uderzeniach dołączają dźwięki skrzypiec. Te z kolei niemal od razu kreują klimat utworu i konwencję, w której się znajdujemy – szarość, brak pewności o przyszłość, ale nie tę daleką, o tę która znajduje się tuż za rogiem. Po kilku taktach w tle pojawia się pierwsze szarpnięcie strun, po którym wchodzi wokal i utwór rozpędza się na dobre. Wprowadzając nas w meandry albumu.
Warstwa muzyczna jest, jak dla mojego ucha, przyjemna i zachęcająca do ucztowania, wychwytywania niuansów, a miejscami nawet do pomachania nogami. Miejscami dźwięki skrzypiec spierają się z dźwiękami gitary o to, kto będzie dłużej na piedestale. Finalnie dochodzą do porozumienia i wymieniają się miejscem. Wokal jest tu, jak dla mnie, bardzo niecodzienny. Po dłuższym słuchaniu albumu dochodzę do wniosku, że na wokal nałożone zostało zbyt wiele filtrów, przez co jest on ciężki do zrozumienia – ale o tym szerzej powiem w podsumowaniu.
Zerknijmy na warstwę tekstową – co takiego zostało powiedziane, a ukryte pod warstwą filtrów?
Moim zdaniem utwór opowiada o zagubieniu. Gdzie każdy krok może być tym ostatnim. W tekście spotykamy bohatera, który zagubił się w lesie, pada z sił i nie może znaleźć swojej drogi. Nad nim, ponad gęstymi koronami drzew, zapada zmrok, w którym czai się nieokreślone niebezpieczeństwo. Gdzieś, miejscami pojawiają się jakieś znaki, jakieś „drogowskazy”, jednak jest ich na tyle mało i na tyle mało mówią, że ciężko jest za ich pomocą cokolwiek odnaleźć. W tej nocnej gęstwinie, gdzie za każdym rogiem może czaić się niechlubny kres drogi, bohater nadal kroczy. Wyczerpany, zmęczony i poobijany, ale kroczy, ponieważ: „If you fight you survive(…)” (Jeśli walczysz – przetrwasz).
Utwór możesz posłuchać tutaj: No Return
2. Desert Engine
Drugi utwór zaczyna się samplem, do którego po chwili dołącza gitara elektryczna. Po kilku wspólnych taktach, i krótkim przejściu, utwór rozpoczyna się na dobre. Tu też pojawiają się dźwięki skrzypiec, które też kreują atmosferę i klimat. Mimo, że utwór zachęca do pomachania rękami, czuć tu drugie dno… które kryje się między wierszami, towarzyszącymi skrzypcom.
W tym tekście mamy niemal wprost powiedziane, że bohater znajduje się w środku jakiejś potyczki, bitwy, która rozgrywa się na terenach pustynnych. Gdzie nieustające ataki nie dają ani chwili na wytchnienie. Tytułowy pustynny silnik może odnosić się zarówno do czołgu lub do jakiegoś inne pojazdu bojowego, opancerzonego i uzbrojonego. Który jak nóż przecina zwały piachu, waląc prosto w nieprzyjaciela.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Desert Engine
3. Red Snow
Tutaj już chyba sam tytuł tłumaczy, czego możemy się spodziewać po tym utworze. Jednak nie uprzedzajmy faktów, rzućmy najpierw uchem…
Utwór otwierają majestatycznie brzmiące dźwięki, jakby jakiegoś guru świątynnego albo plemienia. Po wstępie dostajemy solidną dawkę sampli, przez które głowa sama zaczyna się bujać – przynajmniej moja. Ciekawie robi się w drugiej minucie, gdzie niemal wszystko milknie, zostawiając na kilka chwil dźwięki przypominające dzwonki, a potem nieokreślone jęki. Ciekawy zwrot akcji, po którym wracamy do motywu głównego. Mamy tutaj sporo swoistych przerywników, zmieniających prędkość „akcji”, które kreują nieco inny wydźwięk utworu. Miejscami można dostać ciarek – słuchając utworu na słuchawkach z zamkniętymi oczami.
Zostawmy na chwilę pustynne silniki i przenosimy się w górskie, mroźne krainy, gdzie – jak sądzę – śnieg spływa krwią. Z tekstu można wywnioskować, że tym razem bohater broni (lub napada) na jakąś górską świątynie – można to interpretować dwojako. Nie mamy jednak powiedziane, czy bohaterowi udaje się wykonać rozkaz. Pewne jest za to, że nie jest to jego czas na spotkanie z tamtym światem.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Red Snow
4. Earth and Fire
Zróbmy sobie chwile przerwy od ciągłych batalii. Czy to na upalnej pustyni czy w mroźnych górach. W tym utworze jesteśmy z bohaterem i jego towarzyszami przy ognisku. Wspominając, rozmawiając, ciesząc się chwilą. Wczujmy się w tę melancholię, w ten spokój i dźwięki trzaskanego drewna w ogniu. Usłyszmy dawno niesłyszane słowa ludowych pieśni. Uspokójmy serca, które choć powoli – wciąż biją.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Earth and Fire
5. Zero Hour
Za dużo było tego spokoju… czas na kolejną bitwę. Tym razem walczymy o miasto!
Utwór otwierają dźwięki skrzypiec wspólnie z gitarą, do których po chwili dochodzi wokal. Jak już wspominałem – filtrów na wokalu jest ogrom, ale mam wrażenie, że pojawia się tutaj kobiecy wokal. Całość w industrialowym klimacie brzmi nie najgorzej. Muzycznie jest niezły klimat. Wokalnie… mogło być mniej filtrów ;)
Utwór możesz posłuchać tutaj: Zero Hour
6. White Protocol
Odnoszę wrażenie, że ten utwór opowiada moment uderzenia bomby na Hiroszimę. Nieskończona biel, która nie dość, że oślepia, to jeszcze wypala skórę. Zmieniając ludzi w popiół. Fala gorąca zrównuje wszystko z powierzchnią ziemi, co stanie jej na drodze. Nikt nie oprze się szklistemu powietrzu…
Utwór możesz posłuchać tutaj: White Protocol
7. Under the Grey Sky
Ten utwór był singlem zapowiadającym recenzowany dzisiaj album. Pozwolę sobie zacytować moje słowa sprzed kilku tygodniu, kiedy to w ramach serii „Słów kilka o” pisałem o tym właśnie utworze…
Główne skrzypce grają tu dźwięki… skrzypiec, które otwierają singiel i towarzyszą przez cały czas. Raz są bardziej w tle, raz wychodzą na przód. W tle dostrzec można gitarowy riff, który zwiększa ciężar utworu oraz nadaje subtelnego, acz ostrego pazura. Wokal jest bardzo nasycony przeróżnymi filtrami i modulatorami, przez co odbiór może być początkowo dość ciężki, i trzeba się mocno wsłuchać, żeby wychwycić słowa. Taka jest konwencja muzycznych stylów, jednak uważam, że wokal mógłby być nieco bardziej zrozumiały. Zobaczymy, jak będzie w przypadku całości albumu – już we wrześniu.
Muzyka zdecydowanie powoduje wzrost tętna i lekki niepokój w duszy, to zapewne z powodu tematu singla i klimatu jaki panuje od pierwszych sekund.
A co jest w tekście?
Tematem jest wojna. Mamy tutaj bardzo ciekawy zarys świata przedstawionego. Od ogółu do szczegółu. Czyli od sytuacji, jaka otacza bohaterów, po odczucia, jakie im towarzyszą.
Zaraz na wstępie słyszymy, że niebo jest bardzo zimne, a kamienne mury leżą w gruzach. Beton, który jeszcze kilka chwil temu tworzył jakiś budynek, teraz przygniata bohatera. A drut, który łączył wszystko w całość „wgryza się” w jego ciało. Z powodu wszechogarniającego dymu dzień zlewa się z nocą. Ludzie już dawno wynieśli się z miasta, chcąc chronić to co dla nich najcenniejsze – własne życie. Po chwili słyszymy rozkaz dowódcy, że nie ma sensu ratować tego, który już dawno został spisany na straty. Po prostu trzeba pozwolić mu umrzeć.
W dalszej części słyszymy, że miasto zostało przejęte i na pobliską stację docierają niepokojące, nieoznakowane pociągi. Zapewne z dostawą sprzętu i ludzi oraz, by zabrać poległych, do których można się dokopać.
Pozostali dalej maszerują, by bronić pozycji oraz, czym prędzej, ruszyć dalej na wroga. Wszystko to pod tytułowym szarym niebem.
Pod koniec utworu słyszymy rozkazy z dowództwa, by bronic bramy, przeć naprzód i nie zatrzymywać się. A jeśli ktoś lub coś się załamie, należy to zmiażdżyć. Nie ma litości w świecie przedstawionym przez Von Ilian.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Under the Grey Sky
8. Iron Otah
Czas na ostatni utwór na płycie.
Zaczyna się dość mrocznie i ciężko. Wokal wchodzi tutaj niemal od razu. W tle mamy pojedyncze dźwięki. Po wstępie mamy ponownie dźwięki skrzypiec z towarzyszącą im gitarą. Tutaj też (choć nie pierwszy raz) pojawia się flet. Który to nadaje utworowi ciekawej, acz chwilowej, ulotności.
Tym razem bohater walczy na leśnym terenie. Słyszymy w tekście, że najbardziej obrywają dęby, z których aż dym się unosi, czerwony ogień. Chyba pierwszy raz przez cały album słyszymy bardzo jednoznacznie, że wróg bohatera nie wygra tej bitwy (miejmy nadzieję, że i wojny)…
Utwór możesz posłuchać tutaj: Iron Otah
Podsumowanie:
Nie przywykłem do intensywnego słuchania EBM czy Darkwave. Moje uszy są osłuchane w wielu podgatunkach Metalu i na swój sposób cenię każdy z nich. Elektronikę w postaci wspomnianego EBM czy Industrial słuchałem okazjonalnie przed wielu laty, jednak nie wgłębiałem się bardzo w te klimaty. Mimo to, takie klimaty też od czasu do czasu zagoszczą w moim muzycznym jadłospisie.
Czwarty album włoskiej grupy Von Illian, zatytułowany Under the Grey Sky, jest czymś zupełnie innym niż to, do czego przyzwyczaiłem się przez te lata. Jest mrocznie, ciężko, chwilami nawet bardzo (utwór o Hiroszimie), a to wszystko otulone dźwiękami zachęcającymi do potupania na nocnym parkiecie.
Jeśli chodzi o moje odczucia związane z tym albumem, to przyznaję, że wpasował się w mój gust. Głównie za sprawą warstwy muzycznej. Natomiast jeśli chodzi o wokal… po dłuższym słuchaniu męczy. Być może dlatego, że nie przywykłem do tego rodzaju wokalu. Choć dla przykładu – Suicide Commando, wokal brzmi bardzo analogicznie, np.: Die Mother*ucker Die! lub Bind, Torture, Kill. Drugi przykład, jakim jest SynthAttack i utwór Life is a Bith. To w tym przypadku też nie przejdzie mi więcej niż kilka utworów naraz.
Jednakże! Nie mam tu na myśli, że wokal jest zły. Żałuję tylko, że na warstwie wokalnej pojawiło się tak wiele filtrów, przez co bardzo ciężko jest wychwycić poszczególne słowa.
Jak dowiedziałem się z bezpośredniego źródła, zabieg na wokalu był umyślny i świadomy. Jak pisał sam Autor: „W tym projekcie chciałem przeplatać demoniczny wokal z melancholijnym, a pomiędzy nimi zastosować scream, który przełamuje oba style, razem z odpowiednim tłem w tle. Może to momentami sprawiać wrażenie trochę chaotycznego, ale jest to zamierzony efekt(...)”
Podsumowując, mimo mieszanych uczuć co do wokalu, jeśli kiedyś nadarzy się okazja zobaczyć i posłuchać na żywo zarówno Von Illian, jak i dwa przykładowe zespoły, to z chęcią i przyjemnością bym na taki koncert poszedł.
To byłoby wszystko ode mnie. Na zakończenie zachęcam, aby każdy z Was wyrobił sobie swoje zdanie na temat omawianego dzisiaj albumu. Koniecznie daj znać w komentarzu, który utwór wpadł w Twoje ucho!
Do następnego
Ave.!



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz