Deadly Nightshade – Fatum Ultimum
(27.03.2026)
Deadly Nightshade to powstały w 2023 roku zespół metalcore’owy pochodzący z Warszawy z inicjatywy grupy muzyków dzielących pasję do ciężkich brzmień i nowoczesnej energii sceny alternatywnej.
Pod koniec marca 2026 roku ukazała się ich debiutancka EP’ka, zatytułowana Fatum Ultimum, co można przetłumaczyć z łaciny na „ostateczny los”. Płyta ukazała się nakładem Novem Records. Nagrana została w OrbitSound Studio. Krążek zawiera sześć autorskich kompozycji, utrzymanej w surowym, szczerym i pełnym emocji ciężkim klimacie Metalcore’u. Jak brzmi klimat i co takiego składa się na tę EP’kę? Zerknijmy…
Zapraszam
Deadly Nightshade tworzą:
Tomasz Witiuk – wokal
Krystian Babik – gitara
Michał Chłopecki – gitara
Patryk Szczechura – bas
Janusz Szczepakowski – perkusja
Słowem o okładce:
Pierwsze co rzuca się w oczy, patrząc na okładkę, to kobieca postać, która fakturą przypomina kamienny posąg. W dłoniach, skutych kajdanami, trzyma klepsydrę, w której piasek jest już niemal w całości przesypany. W miejscu, gdzie znajduje się serce, klatka piersiowa jest roztrzaskana. Dookoła kobiety można dostrzec zarówno coś co przypomina mi kwiaty (z prawej strony) oraz rysy na szkle (z lewej strony), jakby popękaną szybę. W tle, ledwie dostrzegalne znajduje się jakieś miasto. Gdzieniegdzie widzimy płomienie, które nieznacznie rozświetlają aurę okładki.
W lewym, górnym rogu mamy natomiast logo kapeli, a u dołu na środku tytuł EP’ki.
1. Intro
Intro to w całości sampel, na tle którego damski głos recytuje łacińskie „sentencje”. Tłumacząc ze słuchu i w wolnym tłumaczeniu (przy pomocy wujka gugla) brzmi to mniej więcej: „tempus vericate dedicatum, impurvere veremi vertedor” [tłum. ze słuchu] (czas naprawdę poświęcony, boję się, że się obrócę, boję się, że jestem nieczysty). Choć nie jestem do końca przekonany trafności tłumaczenia.
Całość brzmi bardzo klimatycznie. Można odnieść wrażenie, że kobieta rzuca jakieś intrygujące zaklęcie, dotyczące czasu [Tempus=czas (tego jestem pewien)].
Jednak, jak przystało na intra, zanim się rozkręci nadchodzi jego koniec. Zanurzmy się zatem w muzykę i posłuchamy… co mają nam do powiedzenia?
Utwór możesz posłuchać tutaj: Intro
2. Depths
Utwór otwiera ostry, jak żyletka gitarowy riff, do którego po chwili dołączają pozostałe instrumenty oraz growl. To zaczyna totalną metalcore’ową nawalankę. By tuż za zakrętem zdecydowanie zwolnić i pozwolić na odrobinę czystych partii wokalnych Tomka. Co nie trwa długo, i po kilku chwilach wracamy do growlu. Gitary przecinają powietrze z precyzją sztyletu, a perkusja wybija rytm lepiej niż karabin maszynowy.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Depths
3. Never let you
Od przytłumionych dźwięków po ostry metalcore – tak mógłbym określić początek kolejnego utworu. Dalej mamy czysty metalcore z wokalnymi wariacjami. Raz growl, raz czyste partie. Zerknijmy w tekst i przekonajmy się, o czym jest?
Niewątpliwie w tekście bohater opowiada o miłości do swojej wybranki. Tyle tylko, że nie jest to miałkie, typowe romansidło. Mamy tu wyznanie, że dziewczyna jest dla bohatera niczym lekarstwo na ból egzystencjalny. Dzięki niej i jej obecności bohaterowi udało się wyzwolić swoją duszę z ciężaru ciszy. Nawet w najcięższych chwilach życia bohater przysięga, że będzie stać tuż obok i dalej trzymać ją za rękę… i patrzeć jej w oczy. Nawet kiedy przyjdzie im zejść z tego świata – odejdą razem. W końcu w refrenie niejednokrotnie słyszymy: „I never let you go(…)” (nigdy nie pozwolę ci odejść).
Utwór możesz posłuchać tutaj: Never let You
4. Breaking point
W czwartym utworze dostajemy coś na wzór mostu między pierwszą a drugą częścią EP’ki. W tle słychać sampel. Co jest też wprowadzeniem do drugiej historii opowiedzianej w kolejnych dwóch utworach.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Breaking point
5. Alive
Muzycznie ten utwór jest zdecydowanie lżejszy od poprzednich, jednocześnie niezwykle ciężki w swoim przesłaniu. Można odnieść wrażenie, że mamy tu do czynienia ze swoistą balladą, w ostrzejszej wersji. I to jest w tym utworze ciekawe – z jednej strony ostre riffy z drugiej zaś wrażenie ballady. A co takiego jest w warstwie tekstowej?
Czujesz ból? To dobrze. To oznacza, że żyjesz. Mamy tu blizny, które nie są fizycznym uszczerbkiem na ciele. Nadzieję, która dba o bezpieczeństwo, choć jest ulotna. Rozdzierający duszę strach, który podsyca niekontrolowany płomień gniewu. Utwór opowiada o zmaganiach z problemami psychologicznymi, w dość niecodzienny sposób.
Na zewnątrz nierzadko widać, że wszystko jest w porządku. Nawet sam chory próbuje oszukiwać, mówiąc: „jest ok”. Tyle tylko, że wtedy bardzo nie jest „okej”…
Utwór możesz posłuchać tutaj: Alive
6. Tunnel
Czas na ostatni utwór na EP’ce. I od razu słyszymy różnice w muzyce. Na początku, w tle, wita nas dźwięk deszczu. Dalej mamy zdecydowanie wyhamowanie muzycznie (w porównaniu do poprzednich utworów). Wokalnie też jest ogromna różnica, ponieważ growl pojawia się dopiero pod koniec utworu. Oczywiście miejscami też się pojawia, ale jako drugi głos, nieco w tle. Tu chodziło o wydźwięk przesłania, jakie chłopaki chcieli dać słuchaczom.
Mam wrażenie, że w historii opowiedzianej w tym utworze doszło, podczas deszczu, do jakiegoś groźnego wypadku. Podczas którego bohater ucierpiał dość poważnie. Do tego stopnia, że doznał śmierci klinicznej i na drodze jego duszy pojawił się… ten znany wszystkim, tytułowy tunel. Słyszymy w tekście, że bohater prosi o powrót do świata żywych i dostania jeszcze jednej szansy. W tym momencie jest bliski złamania przysięgi (z poprzedniego utworu), czego nie chce robić.
Czy bohaterowi udało się przezwyciężyć tunel i wrócić z tamtego świata do żywych? Miejmy nadzieję, że tak…
Utwór możesz posłuchać tutaj: Tunnel
Podsumowanie:
EP’ka choć krótka – trwa niewiele ponad 22minuty, jest ciężka w dwojaki sposób. Nie tylko muzycznie, ale i tekstowo. Chłopaki opowiadają historię bolesną i trudną. Mamy tutaj problemy psychiczne, śmierć kliniczną, ale i trochę światła w postaci krótkiego zwierzenia miłosnego. A to wszystko otulone w ciężkich i surowych metalcore’owych riffach.
Odnoszę wrażenie, że nie jest to płyta dla każdego. Tu trzeba się naprawdę mocno wsłuchać w tekst, żeby zrozumieć i odkryć przekaz, których chłopaki chcą powiedzieć.
Mimo wszystko Deadly Nightshade startują z wysoko zawieszonej poprzeczki, opowiadając o tak trudnych przeżyciach.
Osobiście uważam, że płyta jest ciekawa i warto się z jej dźwiękami zapoznać…
To byłoby wszystko, co miałem do powiedzenia na temat debiutanckiej EP’ki Fatum Ultimum. Widzimy się już niebawem, w kolejnych recenzjach.
Do następnego
Ave.!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz