piątek, 29 maja 2026

Recenzja: Treny - Krwotok (2026)

Treny – Krwotok
(17.04.2026)

Krwotok to drugi studyjny album solowego projektu Piotra Rutkowskiego. Album ukazał się 17 kwietnia 2026 roku. Na krążku znajduje się osiem autorskich kompozycji w klimacie DarkFolk oraz DSBM. 


Zerknijmy, jak przedstawia się i jak brzmi drugi album w tym mrocznym i pełnym rozpaczy klimacie? 

Zapraszam 


Słowem o okładce: 
Okładka jest mroczna i tajemnicza. Jej kolorystyka to czerń i czerwień. W tle mam zarys budynku, który może przywoływać skojarzenia z kościołem, natomiast na pierwszym planie, z prawej strony, widać postać, której twarz skryta jest pod osłoną włosów. Na okładce nie znajdziemy ani tytułu ani nazwy wykonawcy. Sam surowy i tajemniczy klimat. To bardzo wyraźnie bije z grafiki. I zachęca do zajrzenia w króliczą norę… 

Zajrzyjmy więc… 


1. Znikąd

Początek albumu. Intro otwiera gitara oraz sampel. Klimat i nastrój od pierwszych chwil robi się złowrogi, ale i ciężki. Można wyczuć rozpacz i smutek. Jakby instrumenty płakały za sprawą szarpanych strun. 
Intro kończy się równie szybko, co się zaczyna. Niecałe półtorej minuty wstępu – wręcz idealnie. Jest czas, aby pożegnać się z dotychczasowym nastrojem i wejść do świata Tren. Wejdźmy tam zatem… 


2. Po mnie nikt nie przyjdzie

Po intrze następuje nagła zmiana. Drugi utwór nie zaczyna się powolnie ani tajemniczo. Wręcz przeciwnie – zaczyna się nagle i pędzi z wyjątkową szybkością. Jednak w pewnym momencie tempo znacznie spowalnia. Można odnieść wrażenie, że te dwa miejsca zwolnienia tempa pojawiły się tu po to, żeby słuchać mógł na te kilka chwil złapać dech przed kolejną gonitwą. 
Wokalnie mamy tu kwintesencje Tren… rozpacz, ból i cierpienie w głosie. Choć mam wrażenie, że dochodzi tu też gdzieniegdzie gniew. 



3. Dziesiąty krąg

Trzeci utwór zaczyna się wyjątkowo klimatycznie. Słuchając tego utworu w środku nocy, przy zgaszonym świetle, można dostać gęsiej skórki. Tym bardziej, że, na początku, występuje tutaj bardzo intrygujący i osobliwy chór, na tle jednostajnie brzmiącej gitary i krótkiego sampla. Dalej, kiedy wchodzi wokal i klimat nieco zmienia swoją formę, ciarki tylko nabierają intensywności. Ten utwór brzmi dla mnie bardzo podobnie do Burzum w swoim prime-time. 

Co do tekstu to mam wrażenie, że tyczy się tego, że świat, który nas otacza jest tak naprawdę iluzją. Jest sztucznie wykreowany przez kogoś innego. A my… przyszliśmy tu znikąd i wrócimy donikąd. Jedynie strach, jako to najszczersze uczucie, może nas zdradzić. 



4. Koniec świata

Kolejny utwór o klimacie rodem z filmu grozy, gdzie każda sekunda przyprawia o zawał serca. Tym razem wita nas zmodulowany i dość przytłumiony wokal, który brzmi niemal demonicznie. Na dodatek jest „wmontowany” w dźwięki gitary, przez co bardzo słabo go słychać – po potęguje oczywiście dziwne odczucia. Jakby ktoś za nami stał. 

Mam wrażenie, że w życiu bohatera wydarzyło się coś, co podburzyło jego chęć do dalszej egzystencji. Stracił wolę dalszej tułaczki, a jedyne co teraz robi, to siedzi w pustym pokoju, rozmyślając nad życiem i czekając na jego koniec. Życie miał pełne marzeń, planów i fantazji, a jedyne co teraz pozostało to wrażenie pustki i braku istnienia czegokolwiek… 



5. Pusty pokój

Tym razem utwór otwiera sama gitara. Jest tutaj spory pogłos, co może sprawiać wrażenie przytłoczenia dźwiękami. Te dźwięki są jednocześnie niewyobrażalnie bolesne, ale i piękne jednocześnie. Co może sprawiać wrażenie dysonansu i lekkiego zakłopotania w głowie. 

Mam wrażenie, że ten utwór jest swego rodzaju kontynuacją poprzedniego. W poprzednim bohater stracił kogoś bliskiego, natomiast tutaj obcuje w pokoju tej bliskiej osoby, który jeszcze nie został posprzątany. Wspomnienia wracają jak bumerang, który zamiast trafić do dłoni, trafia w twarz.


6. Wspomnienia niczyje

Gitara w tym utworze brzmi bardzo żywo, co może sprawiać wrażenie, że nie do końca pasuje w konwencje albumu i tematyki gatunku. Na szczęście balans przywraca tutaj wokal – ponury, nieco złowrogi i zrozpaczony. Utwór kończy się nagle, jakby ktoś nagle wyłączyć nagrywanie. Brak tu pogłosu czy echa w ostatnich sekundach. Została jedynie pustka i ledwo wyczuwalne wspomnienie w umyśle po ostatnim szarpnięciu struny. 

Ilekroć słucham tego utworu mam nieodparte wrażenie, że autor umyślnie, bądź też nie, inspirował się, lub po prostu nawiązał, do polskimi klasykami. Oczywiście lekko je modyfikując pod konkretny klimat oraz konwencję. Dajcie koniecznie znać w komentarzach, czy wy też macie takie wrażenie oraz jakie jeszcze nawiązania udało wam się usłyszeć. Moje ucho dostrzegło tutaj trzy nawiązania: Maanam – Szare miraże, Anna Jantar - Nic nie może wiecznie trwać, Kombi – Black and White. Początkowo sądziłem, że ucho płata mi figle i tego tu nie może być… a jednak, przy uważniejszym zwróceniu uwagi i rzuceniu okiem w tekst rozwiałem swe wątpliwości. Nabrałem za to ciekawości. 


7. Trzy dni mroku

Wracamy do klimatu mroku, rozpaczy i smutku. Czym byłyby Treny, bez tych uczuć? Ponownie, mamy tutaj gołą gitarę i ten charakterystyczny krzyk przez ból. Muzycznie mamy tutaj pozorną monotonię, która rozbita została przez wyraźny przester, tuż przy końcu utworu. Wyrzucając nasze umysły z tej monotonii zbudowanej na początku. 

Jeśli chodzi o tekst, to mam wrażenie, że w pewnym miejscu był on inspirowany chrześcijańską modlitwą. Oczywiście zmodyfikowaną i lekko zmienioną. 

Ostatnie trzy wersy, moim zdaniem, są wyraźnym wskazaniem, że bohater odebrał sobie życie. W poprzednich utworach pojawiało się wiele nawiązań do depresji, chęci zakończenia swojego żywotu, jednak coś tam powstrzymywało jeszcze bohatera. Tutaj nie dało rady. Bohater podjął tę decyzję i poszedł za ciosem. Zmówił modlitwę i… tyleśmy go widzieli… 


8. Nie oddycham już

Ostatni utwór, podobnie jak pierwszy, trwa poniżej dwóch minut. Co może sugerować, że jest to swoisty epilog. W tle mamy mroczny i klimatyczny sampel, do którego przygrywa gitara. Bohater historii opowiedzianej w albumie odszedł. Jak zdradza tytuł – przestał oddychać. Zostanie po nim pustka i jedynie mgliste wspomnienia… 


Album możesz posłuchać tutaj: Krwotok

Podsumowanie: 

Kolejne produkcje, czy to muzyczne czy filmowe, zwykle ocenia się przez pryzmat debiutu lub poprzednika. Miałem lekkie obawy, czy podświadomie tak też zrobię i ja, pisząc rezencję drugiego albumu Tren. Na szczęście klimat „Krwotoku” na tyle różni się od debiutanckiego „Odliczane do nicości”, że obawa szybko zniknęła. 
Mamy tutaj podobną tematykę, jest bowiem wzmianka o samobójstwie, śmierci i niezliczona ilość rozpaczy. Jest to jednak opakowane w zupełnie inny klimat. Dla mojego ucha ten klimat jest bardzo analogiczny do starych, dobrych filmów grozy; które straszą nie hektolitrami krwi tylko skupiają się na warstwie psychologicznej. Przerażają, ale sami nie wiemy czym? 

Choć gatunek wymusza na artyście pewną konwencje i tematykę to jest tu coś nowego i świeżego w porównaniu do poprzedniego albumu. Na pewno znajdą się miejsca na gęsią skórkę – przy założeniu, że słuchasz tego późną nocą i bez światła. 

Ciekawym zabiegiem, moim zdaniem, było tekstowe(!) nawiązanie do klasyków polskiego Rock’a. Muzycznie kilka razy dostrzegłem tutaj analogię do norweskiego Burzum. Czy to dobrze czy źle? Dla mnie tak. Zachęcam jednak do wyrobienia sobie własnego zdania i zapoznania się z drugim albumem Tren. Albumem zatytułowanym Krwotok. 

A tymczasem to byłoby wszystko, co miałbym do powiedzenia. Płyta zagościła już na swoim miejscu na półce, obok debiutu oraz nieopodal albumów Burzum. Widzimy się już niebawem, przy kolejnych recenzjach. 

Do następnego
Ave.!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz także...

Recenzja: Treny - Krwotok (2026)

Treny – Krwotok (17.04.2026) Krwotok to drugi studyjny album solowego projektu Piotra Rutkowskiego. Album ukazał się 17 kwietnia 2026 roku ...

A to widziałeś..?