piątek, 12 czerwca 2026

Recenzja: Diatom – Low Light

Diatom – Low Light
(26.03.2026)

Low Light, to drugi album gdańskiej grupy Diatom, który światło dzienne ujrzał 26 marca 2026. Na krążku znajduje się dziewięć autorskich kompozycji


W odróżnieniu do debiutanckiego albumu „Sól” [recenzja, o tutaj], „Low Light” jest zdecydowanie bardziej ulotne, więcej jest długich motywów, a mniej ostrości i agresywności. Jest to zdecydowanie inny album od debiutu. 

Jakie były moje wrażenia po spotkaniu z „Low Light”? O tym już za moment… 

Zapraszam 

Skład Diatom: 

Michał Kulniew – wokal, teksty
Jakub Kolan – gitara, klawisze, kompozycje, teksty
Marcin Szkiel – gitara basowa
Bartłomiej Sokołowski – perkusja

Gościnny udział: 
Dawid Gorgolewski – klawisze 


Słowem o okładce:
Okładka jest w barwach białych i błękitnych, z bardzo delikatną domieszką lekkiego ciemnego koloru. Na środku, nieco powyżej centralnego punktu, znajduje się nazwa zespołu oraz tytuł albumu. Bez zbędnych „upiększających” czcionek. Minimalizm pełną gębą. 
Zespół twierdzi, że okładka nie jest grafiką. Tylko fotografią. Autorem zdjęcia jest gitarzysta zespołu – Jakub Kolan. Co przedstawia okładka? Z tego co udało mi się ustalić jest to fotografia lodowca wykonana na Islandii. Niestety żadnych większych szczegółów nie udało mi się zdobyć. Być może sam autor coś-nie-coś zdradzi...


1. Silver

Album otwiera ciekawy i jednocześnie tajemniczo brzmiący sampel. Świetny na intro. Po chwili do głosu dochodzi Michał. Z jego głębokim a jednocześnie lekkim wokalem uzupełnia się z dźwiękami w tle. Po jakiejś minucie docierają pierwsze dźwięki gitary. I tu robi się coraz większy klimat mroku i tajemnicy. Nie ma tu nic zbędnego. Jeden krótki dźwięk w tle i kilka towarzyszących. Do tego bardzo krótki, acz wymowny tekst. Utwór kończy się równie szybko co się rozpoczął. Otwierając nam tym samym wrota do świata Low Light… 


2. For Mercy

Drugi utwór zaczyna się nagle. Nie zostawiając nam miejsca na złapanie tchu po intrze. Od tych pierwszych chwil dostajemy długie motywy, miejscami nieco monotonnie (ale to plus), które stopniowo wprowadzają słuchacza w trans. A jednak, czuć w tym utworze pewien ciężar. Ciężar, który dotyka niemal duszy. 


3. Until

Nie wiem dlaczego, ale początek kolejnego utworu skojarzyłem z jakimś filmem z lat ‘20 albo ‘30… jak już skończyłem się do niego bujać. Odnoszę wrażenie, że klimat tego utworu jest bardzo hipnotyzujący. Najprawdopodobniej ze względu na tę linię melodii na basie. 

A jeśli chodzi o tekst… jest zupełnie inaczej. Mam wrażenie, że bohater jakby wspominał przykre chwile w związku, który jest już przeszłością. Te chwilę, które zwykle dzieją się u schyłku, tuż przed rozstaniem. Kiedy to jedna osoba zarzuca drugiej rzeczy, które jeszcze niedawno wcale nie były negatywne. 

Dalej słyszymy, że dopóki to wszystko nie spłonie, nie pokryje się pyłem czy nie utonie… bohater będzie odbierać to jako swoją porażkę. Choć nie do końca jestem w stanie odszyfrować co takiego(?) Czy chodzi tu o to, że dopóki rany po rozstaniu jeszcze się nie zagoiły, bohater będzie odczuwać swoistą porażkę..? 


4. Below

W melodii można dostrzec coś co można odczytać jako pewnego rodzaju rozpacz. Po czymś, czego bohater bardzo żałuje. Że zrobił(?) czy że nie zrobił(?) Lub może jest to kontynuacja z poprzedniego utworu, kiedy to bohater nie chce doprowadzić do rozstania i, wbrew swojej woli, nadal rozpamiętuje niedawne złe momenty, które prowadzą go na skraj emocjonalnego rozpadu. Z jednej strony chciałby o tym zapomnieć, a z drugiej „day by day(…)” rozrywa gojące się rany. 

Nawiasem mówiąc jest to chyba jedyny utwór na płycie, który tak bardzo nie siadł mojemu uchu, że za każdym razem, kiedy słucham albumu, mam ochotę przeskoczyć do kolejnego. A to wszystko tylko przez powtarzający się motyw: „day by day(…)” - dla mnie jest tego zbyt wiele i po pewnym czasie staje się to monotonne i drażniące. 


5. Everlasting

Ten utwór zaczyna się od bardzo majestatycznego sampla, który przenosi nas do wyjątkowego miejsca. Gdzieś na świecie. Gdy zamkniemy oczy i wsłuchamy się w te dźwięki, możemy zobaczyć cudowny krajobraz nienaruszony przez człowieka. Krajobraz w swoim dziewiczym pięknie. 

Po chwili wchodzą instrumenty i klimat diametralnie zmienia swój kształt. Z pięknych krajobrazów, można dostrzec jałowe pustynie i suchy, piaszczysty klimat. 

Podoba mi się za to dźwięk gitary w tym utworze. Zwłaszcza pod koniec utworu. Jest w niej coś takiego, co karze się zatrzymać na chwilę i zastanowić.


6.Riverbeds 

Początek utworu sprawia wrażenie niezwykłej lekkości i ulotności. Można odnieść lekkie wrażenie,  że mamy do czynienia z balladą. Po chwili jednak wszystko się zmienia i nastrój robi się zdecydowanie cięższy i wolniejszy. A jednak wrażenie balladowe zostaje. 


7. Met

Zbliżamy się powoli do końca albumu. 
Utwór otwiera sampel, który eskaluje stopniowo. I do którego powoli dołącza perkusja, napędzająca nastrój utworu. Bardzo szybko do głosu dochodzi też wokal, którego głos jest delikatny i początkowo niemal szeptany (a przynajmniej takie wrażenie sprawia). Dalej dochodzą pozostałe instrumenty, jednak klimat, jaki z czasem się rodzi jest bardzo niski i bardzo Doom’owy. 
Gdzieś w połowie gitary nieco zaostrzają swoje dźwięki a wokal zwiększa swoją intensywność i donośność. 
Pod koniec utworu mamy fragment gdzie instrumenty milkną a sample szybkim susem zmniejsza swoją intensywność, natomiast na „wierzchu” pozostaje wokal, który sprawia wrażenie zapętlonego. Po tym nagle następuje chwila ciszy. Moim zdaniem tu utwór mógłby się zakończyć. Pozostałby świetny pogłos, który potęguje klimat utworu. 
Po ten krótkiej ciszy mamy za to nagły wybuch wszystkich instrumentów, które (dla mojego ucha) trochę popsuły końcówkę utworu. 


8.The Northern Veil 

Czas na przedostatni utwór. 
Ten zaczyna się pojedynczymi szarpnięciami strun i lekkim wokalem. 
Klimat utworu sprawia wrażenie ulotnego i miejscami moje uchu dostrzegło tu podobieństwa do HIM’a. Być może dlatego, że podobieństwo dostrzegam w tekście. 


9. From Here

Czas na ostatni utwór na drugiej płycie Diatom. 
Utwór zaczyna się „rozmową” między dźwiękami gitary basowej i (prawdopodobnie) samplu. Do tego dochodzi wokal, który jest bardzo powolny i delikatny. Po pierwszym fragmencie można odnieść wrażenie, będzie to klimat balladowy. W istocie tak też się prezentuje ten utwór. Warstwa instrumentalna jest tutaj znikoma, co tylko potęguje odczucia związane z klimatem i nastrojem utworu. Mamy tu też sporo inspiracji Doom’owych. Zwłaszcza tych cięższych i długich motywów. Utwór kończy się dźwiękami fortepianu, które tworzą (w moim odczuciu) taką pustkę, która z każdym kolejnym dźwiękiem narasta… 
Ciekawy był to album. I przygoda z nim związana również. Na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci. Czas na podsumowanie… 


Album możesz posłuchać tutaj: Low Light


Podsumowanie: 

Podsumowanie muszę zacząć od okładki. Ponieważ już ona sama igra z moją percepcją. Tytuł Low Light przywołuje fotograficzne skojarzenia z mrokiem, cieniem i obrazem wyłaniającym się z niedostatku światła. Tymczasem wizualnie, w całym albumie, dominuje jasność — biele, subtelne szarości i świetlista delikatność. To intrygujący kontrast, który nie tyle przeczy tytułowi, co otwiera go na nowe znaczenia. Od strony fotograficznej poprawności powinno być bardziej „High Lights” – jeśli chcemy utrzymać jasne odcienie. Lub „Low Lights”, jeśli kolorystyka ma być ciemna. Już ten aspekt albumu mnie zaintrygował. 

Album niezaprzeczalnie jest dziełem genialnym samym w sobie. Chłopaki zrobili ogromny postęp od debiutanckiego albumu „Sól”. Aczkolwiek drugi album Diatomu niekoniecznie jest dla mnie. Nie czuję się bezpośrednim odbiorcą, mimo że muzycznie jest naprawdę dobrze. Szkoda, bo miałem nadzieję, że moje ucho polubi nowe dźwięki prosto z Gdańska. 

Tak czy inaczej, polecam zapoznać się z dźwiękami Low Light, by przekonać się na własnej skórze i uchu… Jak będzie w waszym odbiorem. 

To byłoby wszystko, co miałbym do powiedzenia na temat drugiego albumu Diatom, Low Light. 

Widzimy się już niebawem przy kolejnych recenzjach.

Do następnego
Ave.! 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zobacz także...

Recenzja: Diatom – Low Light

Diatom – Low Light (26.03.2026) Low Light , to drugi album gdańskiej grupy Diatom , który światło dzienne ujrzał 26 marca 2026 . Na krążku z...

A to widziałeś..?