Mauser – Casualties Of War
(31.01.2026)
Mauser to solowy projekt Krzysztofa, którego miałem okazję poznać kiedy recenzowałem album Forbidden Omen (recenzja, o tutaj). Jednak dzisiaj omawiany album - Casualties Of War zdecydowanie odbiega tematyką od Ancestral Rituals. Tam mieliśmy konwencję słowiańską w klimacie deathmetalowym. Tutaj dostajemy konwencję II wojny światowej w klimacie Black-Death-Thrash Metalu. Co już zapowiada się cięższe i brutalniejsze.
Czy takie będzie? Przekonajmy się na własnej skórze… i trzewiach…
Zapraszam
Skład Mauser’a to:
Krzysztof Leja – gitara prowadząca, gitara solowa, drugi wokal
Gościnny udział wzięli:
Krzysztof Klingbein – perkusja
Dawid Bąk – gitara basowa
Tymon Wiekiera – wokal, teksty
Tomasz Kowalczyk – pianino „Prelude of Fear”
Słowem o okładce:
Kolorystyka okładki jest mieszanką brązowych odcieni i pomarańczy.
Na tle zachodzącego słońca i ledwo stojących pozostałości drzew widzimy strzelający czołg (PzKpfw VI Tiger). Na pierwszym planie widzimy zarys trzech żołnierzy, biegnących na wroga z uniesionymi do strzału karabinami.
W górnym lewym rogu mamy logo Mauser, a w prawym dolnym rogu tytuł albumu: Casualties of War.
Sama okładka już wprowadza nas w konwencję albumu. Zatem przeładować broń i do boju w świat Mauser’a…
1. Prelude of Fear
Album otwiera intro w postaci surowego dźwięku fortepianu. Na którym to instrumencie w całości zagrał Tomasz Kowalczyk.
Klimat intra jest, w moim odczuciu, jest w przeważającej ilości dość smutny i depresyjny. Z drugiej jednak niezwykle wyniosły i majestatyczny. Nie zmienia to jednak faktu, że jak dla mnie, intro brzmi wprost wspaniale. Dawno nie słyszałem analogicznego lub chociaż podobnego klimatycznie wstępu do albumu.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Prelude of Fear
2. Tiger I
Drug utwór zaczyna się od dźwięków jakiejś bitwy. Słychać tu krzyki żołnierzy, strzały i przejeżdżające pojazdy militarne. W pewnym momencie tuż obok nas wybucha granat, co powoduje uciążliwy szum w uszach, po których słyszymy jak do głosu dochodzi gitara i pozostałe instrumenty. Tu zaczyna się zabawa…
Mamy tu do czynienia z ciężką, surową i nie biorącą jeńców mieszanką Black, Death i Thrash Metalu. W tym klimacie muzycznej sieczki bohater utworu opowiada, jak wyrusza swoim tytułowym czołgiem [Tygrys I] w ostatnią podróż swojego życia.
Konwencja utworu, jak i całej płyty, oparta jest o II wojnę światową. Z tego powodu u klimacie utworu nie ma ani grama pozytywnej emocji. Jest tylko bitwa, walka i śmierć. Zarówno braci broni, jak i cywilów. Przy okazji doszukiwanie się piękna w prawie sześćdziesięciotonowej bestii na gąsienicach.
Robi się ciekawie… a to dopiero początek tej muzycznej wyprawy na linię frontu…
Utwór opowiada, moim zdaniem, wprost o czołgu, o którym można poczytać więcej: tutaj
Utwór możesz posłuchać tutaj: Tiger I
3. You Can’t Save Me
Utwór rozpoczyna się od szybkiej i agresywnej perkusji, do której po chwili dołączają pozostałe instrumenty, równie nagle, co spadające bomby. Muzyka jest szybka, agresywna i ciężka. Można powiedzieć, że w warstwie muzycznej nie dzieje się nic spektakularnego. Klasyczne połączenie ciężkich brzmień i równie ciężki wokal.
Chodźmy do kolejnego utworu, bo patrząc po tytule – może być z nami krucho…
Utwór możesz posłuchać tutaj: You Can’t Save Me
4. Obscene As A Cancer
Kolejny utwór zaczyna się nieco lżej. Wciąż jednak nie zwalniając. Jest nieco wolniej, ale za to ciężej.
W tekście pada ciekawe pytanie, które mnie samego zaintrygowało wiele lat temu: „where the hell is god?” (gdzie jest ten cholerny bóg?). No właśnie. W czasie wojny, kiedy obie strony krzycząc „God with us!” i „Gott mit uns!”, biegli na siebie z bronią przygotowaną do strzału. Gdzie wtedy był bóg? Komu sprzyjał? Chyba, że poszedł wtedy do toalety… na dużo dłuższe posiedzenie niż zwykle?
Moim zdaniem bohater tego utworu stoi na zgliszczach i obserwując zniszczenia i wszechobecną śmierć zadaje sobie to samo pytanie… dorzucając do ognia kolejne nie mniej intrygujące: „Am I proud?” (czy jestem dumny?). Szkoda, że pytania wciąż pozostają bez odpowiedzi…
Utwór możesz posłuchać tutaj: Obscene As A Cancer
5. Ripping Guts
Ten utwór, w moim uchu, ciekawie pokazuje obraz poczciwego żołnierza, który znalazł się w samym środku bitewnej potyczki. Stojąc z karabinem gotowym do użycia i odebrania życia innemu człowiekowi, nie przyjmuje (albo nie chce przyjąć) do wiadomości faktu, że sam też może stracić życie. Jest odważny, to fakt. Z jednej strony widzi przemoc, zmieniającą się w pusty grób. Czuje odór powojennych zgliszczy. Widzi krwawe zniszczenia. Z drugiej strony pod płaszczem groźnej miny i palca gotowego do naciśnięcia spustu, jest cholernie przerażony. Oswojony z myślą odebrania życia, zaczyna się zastanawiać – kiedy to on odda swoje? Koniec końców… flaki lądują na ziemi…
Utwór możesz posłuchać tutaj: Ripping Guts
6. Kill or Help Us!
Zbliżamy się do końca. Zarówno albumu, jak i zdrowia psychicznego bohatera albumu.
Tutaj, mam wrażenie, że bohater-żołnierz jest już tak wycieńczony psychicznie wszystkimi stoczonymi bitwami, że jest powoli jest mu już wszystko jedno – czy to on zabije, czy to jego zabiją. Zdrowie, honor, zwycięstwo… dla niego to przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie.
Jedyne o co prosi to o bezbolesną śmierć lub o szybką pomoc. A Ty? Co byś zaserwował takiej osobie? Pomógłbyś czy ulżył w cierpieniu i zakończył jego umęczony żywot?
Utwór możesz posłuchać tutaj: Kill of Help Us!
Podsumowanie:
Mauser przedstawia nam brutalną i ciężką muzycznie opowieść w wojennych klimatach. Casualties of War to 25-minutowa przeprawa po polach bitewnych II wojny światowej. Gdzie czołgi przemierzają pustkowia a żołnierze, po obu stronach, strzelają do siebie nawzajem i napieprzają się czym popadnie. Nie patrząc na swój własny strach ani nic zbędnego. W oczach płonie gniew, w sercach krzyczy strach. Niestety… ratunku ani zwycięstwa nie zobaczysz. Będzie tylko śmierć i wszechogarniająca ciemność.
Jest ciężko, jest szybko, jest brutalnie. Jest wszystko co fani ciężkiego grania lubią najbardziej.
W tym miejscu postawię kropkę i zachęcę Was do zapoznania się z twórczością Krzysztofa w postaci Mauser’a.
Widzimy się już niebawem przy kolejnych recenzjach.
Do następnego
Ave.!





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz