Beyond The Event Horizon – Contact
(30.04.2026)
Pod koniec kwietnia 2026 roku światło dzienne ujrzał trzeci album poznańskiej grupy Beyond The Event Horizon, zatytułowany Contact. Na krążku znalazło się osiem kompozycji w klimacie mieszanki iście wybuchowej: post / space / prog / psych rock / metalowej! Do tego niemal w całości album jest instrumentalny, pozna jednym – Echos of L.O.O.T.
Zespół do tej pory wydał dwa albumy oraz EP: Event Horizon z 2015, Far, EP z 2018 oraz Leaving The 3rd Dimension z 2020 roku.
Po samym wstępie zapowiada się ciekawa muzyczna uczta… zatem – do uczty!
Zapraszam
Beyond The Event Horizon tworzą:
Adam Kowalka - gitara, sample, elektronika
Paweł Michałowski - perkusja, sample, elektronika
Jakub Puszyński - bass, sample, elektronika
Asia Malicka - wokal
Słowem o okładce:
Okładka posiada ciekawą strukturę, która mieni się, w zależności pod jakim kątem na nią spojrzymy. Sama okładka jest w czarnej barwie, z lekkim kontrastem barwy szarej. Przedstawia latający spodek, który swoim promieniem ściąga na pokład cztery postacie. W górnej części okładki mamy logo zespołu oraz, poniżej, tytuł albumu.
1. In
Pierwszy utwór, niczym intro, wprowadza nas w świat albumu poprzez klimat mroku i rozsiewa dookoła nutkę tajemniczości. Każdy z dźwięków powoli wydostaje się z głośników, bez brutalnego ataku na uszy. Dopiero pod koniec pojawia się dźwięk, który nieco szarpie, jednak nie jest to coś co bardzo drażni. Co najwyżej zapowiada nadejście kolejnego…
Utwór możesz posłuchać tutaj: In
2. Mind
Początek utworu otwiera brudny i surowy dźwięk basu, nieco upiększony filtrami. Do gitary, po chwili, dołącza perkusja i syntezatory.
Przy drugiej minucie następuje lekka zmiana. Do głosu dochodzi gitara, która to kreśli swoimi strunami klimat i kierunek na najbliższe takty. Przez cały utwór można odnieść wrażenie, że „żywe” instrumenty prowadzą intensywny dialog z syntezatorem oraz z samplami. Tematem tej dyskusji, uważam, że jest tytułowy umysł, który potrafi… wiele wykreować. Tak jak i dźwięki, które krążą po głośnikach, potrafią wprowadzić umysł w stan spokoju i odprężenia.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Mind
3. Running nowhere
Tym razem utwór otwierają sample, dźwięki syntezatora. Klimatem przywodzą mi na myśl atmosferę jakiejś nieokreślonej cyberprzyszłości. Gdzie wszechobecne światła neonu zatracają granicę między nocą a dniem.
Wejście gitar i pozostałych instrumentów nie zaburzają tego klimatu, a jedyne go wzmacniają. Być może przy okazji przenoszą akcję nastroju na nieco inne tory, jednak konwencja pozostaje niezmieniona.
Delikatne wyciszenie, gdzieś w połowie utworu, pozwala słuchaczowi na szybki powrót do rzeczywistości, żeby nie zatracić się za bardzo w atmosferze utworu. Szybko jednak kończy się ta przerwa i wracamy z powrotem do świata przedstawionego dźwiękami.
Pod koniec utworu robi się zdecydowanie bardziej intensywnie i metalowo. Pojawia się nawet skrawek gitarowego pazura, który nadaje nieco brutalności w klimacie, jaki w moich uszach się stworzył.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Running nowhere
4. Echos of L.O.O.T.
Czwarty utwór jest jedynym utworem, gdzie pojawia się wokal. Swój głos zarejestrowała tutaj Asia Malicka. Moim zdaniem całkiem dobrze wpasowała się w klimat i konwencje albumu. Nie zaburzyła wydźwięku instrumentalnych utworów, a jedynie dołożyła, w pewnym sensie, kolejny. Motywy, w których bardziej recytuje niż śpiewa, sprawiają wrażenie, że słuchamy narratorki, która relacjonuje sytuację zaistniałą.
A jak już jesteśmy przy tekście… rzućmy na niego okiem…
Moim zdaniem tekst jest o czasie i o przemijaniu. Czas daje, ale i zabiera. W przypadku tekstu mamy do czynienia z tą drugą wersją czasu – z zabieraniem. Bo nawet, jeśli coś zniknie, zaginie, ktoś odejdzie (w ten czy inny sposób), to dusza i jestestwo nie ginie. Dusza jest wieczna, jest poza czasem. W tekście słyszymy, jak bohaterka utworu zamyka oczy i widzi kogoś, kogo już nie ma. Słyszy go. Niemal czuje jego obecność. Czas oddziałuje na materię, jednak sfera duchowa mu się opiera. Tam możemy się spotkać z każdym, ale i z nikim… Tam są wszyscy, ale i nie ma nikogo…
Utwór możesz posłuchać tutaj: Echos of L.O.O.T.
5. Beyond part 1
I wracamy do instrumentali.
Po samplowym wstępie i kilku innych dźwiękowych wariacjach, mam wrażenie, że głównym motywem jest dialog dwóch gitar – elektrycznej i basowej. Które między innymi dźwiękami prowadzą znaną tylko im dwóm rozmowę.
A to dopiero pierwsza część, bo tuż za rogiem na swój wydźwięk oczekuje druga część… tej samej rozmowy(?)
Utwór możesz posłuchać tutaj: Beyond part 1
6. Beyond part 2
Początek zwiastuje najprawdopodobniej inny temat rozważań instrumentów. Tym razem swoje pierwsze skrzypce dostała elektronika razem z gitarą. Pozostałe dźwięki tworzą im genialne tło, które niemal ginie w czeluściach. Jest na tyle dobrze poprowadzone, że nie zaburza motywu głównego, a jedynie nadaje mu większy charakter.
Utwór możesz posłuchać tutaj: Beyond part 2
7. L.O.O.T.
Mielismy echo L.O.O.T.’a to teraz mamy L.O.O.T.’a we własnej, dźwiękowej postaci. Tutaj dużą rolę odgrywają gitarowę efekty oraz, nieco dalej elektronika i sample. Oczywiście nie brakuje tu gitarowych riffów, jednak są one tylko dodatkiem a nie głównym dostawcą dźwięków. Zwłaszcza w drugiej połowie utworu, gdzie następuje spore wyciszenie i zmiana nastroju utworu, na nieco spokojniejszy. Za to pod koniec pojawia dźwięk, przywodzący mi na myśl jakąś straszną syrenę alarmową. Nie jestem do końca pewien, co może zwiastować i przed czym ostrzegać ta syrena, ale faktem jest, że zaatakowała i to dość bardzo. Mimo, że „wyszła” z tła.
Utwór możesz posłuchać tutaj: L.O.O.T.
8. Out: planet sound waves
Powiedzmy, że owa syrena alarmowa nie tyle co ostrzegała, co bardziej informowała o nadejściu ostatniego utworu na płycie.
W dużej mierze góruje tutaj elektronika oraz sample, które nie zostawiły gitarom przestrzeni, by się ukazać. Nie mniej, patrząc na tytuł, można wyczuć tutaj sporą ilość inspiracji dźwiękami planety. Wystarczy się wsłuchać nieco bardziej.
Osobiście dostrzegam tu dźwięki wiatru, morza, gdzieniegdzie dostrzegam inspiracje dźwiękami zwierząt, czy to morskich, czy fruwających, ale i wyczuwam nutkę płazu.
Na pierwszy rzut oka nic spektakularnego się nie dzieje… choć jest tu nutka tego czegoś… po głębszym „wejściu” w dźwięki, można odnieść wrażenie, że jest tu jakiś chaos… raz pojawia się taki dźwięk, za chwile zupełnie coś innego. A po kilku taktach doskakuje jeszcze inny dźwięk. Ale! Biorąc pod uwagę tytuł, które weźmiemy dosłownie – fale dźwiękowe planety – pozorny chaos znika… bo przecież nasza planeta jest pełna dźwięków. I to każdej maści. Czy to w morzu, czy na lądzie czy w powietrzu… wszędzie. Nie tylko mam tu na myśli zwierzęta. I taki jest ten utwór… z jednej strony chaotyczny, a jednak jest w tym chaosie coś poukładanego…
Utwór możesz posłuchać tutaj: Out: planet sound waves
Podsumowanie:
Contact to album, dla mojego ucha, bardzo wyjątkowy. Osobiście nie jestem osłuchany w instrumentalnych albumach. Jeśli dobrze pamiętam to jest to drugi album instrumentalny, który miałem okazję recenzować. Pierwszym albumem był Nirguna – Convergence (link, o tutaj).
Tutaj sprawa ma się nieco inaczej. Ponieważ utwory były pełne wszelakich dźwięków. Nie jestem do końca pewien, czy moje interpretacje były tutaj trafne, ale muzyka ma to do siebie, że każdy interpretuje ją na swój sposób i każdy ten sposób jest poprawny… na pewno dla słuchacza. A co autor miał na myśli? To wie jedynie on…
Kończąc, tę szybką recenzję, uważam, że obcowanie z albumem Contact, poznańskiej grupy Beyond The Event Horizon, było ciekawą wyprawą. Zarówno dla walorów dźwiękowych, jak i czuciowych. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji poznać ich twórczości – zachęcam by nadrobić tę zaległość.
Na dziś to byłoby wszystko. Widzimy się w kolejnych recenzjach.
Do następnego
Ave.!




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz